Booka

Miłośniczka dobrych książek, filmów i muzycznych dźwięków (jazz, blues, R&B, soul, rock, progressive rock, rock 'n' roll).

Zainteresowanych zapraszam do obserwowania mojego profilu.

 

Magazyn Pielęgniarki i Położnej nr 11/listopad 2018

Magazyn pielęgniarki i położnej nr 11/listopad 2018 - Redakcja Magazynu pielęgniarki i położnej

Artykuły z listopadowego numeru "Magazynu Pielęgniarki i Położnej", które najbardziej mnie zainteresowały:

 

- "Czy Ty dbasz o swoje zdrowie?" (str. 4-7) - ciekawy artykuł autorstwa mgr Elżbiety Tomaszewskiej (pielęgniarki koordynującej oddziału anestezjologii i OIOM, szpitala Mazovia w Warszawie), na temat chorób zawodowych jakie najczęściej dotykają pielęgniarek. 

- "Opieka pielęgniarska nad chorą z rakiem piersi" (str. 14-17) - artykuł przygotowany przez lic. piel. Mateusza Florka z PWSZ w Sanoku, w którym wnikliwie przedstawiono najważniejsze aspekty pielęgnacji kobiety po zabiegu mastektomii. Artykuł na podstawie studium indywidualnego przypadku wraz z celem i planowaniem opieki.

- "Pacjent z POChP" (str. 20-22) - artykuł autorstwa lic. piel. Honoraty Grabowskiej i mgr. piel. Wiesławy Włodarczuk objaśniający czym jest przewlekła choroba obturacujna płuc, jej czynniki ryzyka oraz najistotniejsze badania jakie wykonuje sie u pacjenta z tą chorobą.

- "Zegar tyka dla obojga" (str. 35-36) - krótki artykuł Magdaleny Modlibowskiej, traktujący o płodności i o tym, czego należy unikać, a czego nie należy, aby zajść w ciążę.

- "Zagrożenia epidemiologiczne" (str. 37) - interesujace, krótkie opracowanie autorstwa dr nauk o zdrowiu Aliny Roszak (specjalistki pielęgniarstwa epidemiologicznego), gdzie autorka pokazała kilka przykładów zaniedbań ze strony personelu medycznego odnośnie aseptyki i antyseptyki na oddziałach.

- "Stary człowiek i szpital" (str. 42-43) - niedługi artykuł przygotowany przez pielęgniarkę z Oxford University Hospitals: mgr Katarzynę Trzpiel, w którym to artykule opisuje swoje doświadczenia z jednym ze swoich starszych podopiecznych - panem Danielem.

 

W moim odczuciu listopadowy numer oceniam jako dobry.

Złamane skrzydła #4

Złamane skrzydła #4 - Kou Yoneda

CYKL: "ZŁAMANE SKRZYDŁA" (TOM 4)

 

Porwanie, pościg, strzelniny... Sporo akcji jak na jeden tom. I to duży plus tego wydania. Pojawił się oczywiście temat seksu, aczkolwiek nie zdominował całości. Przeciwnie: przedstawiony jest z wyważeniem i - podobnie jak w tomie trzecim - nie są to głupawe, naiwne sytuacje. Tutaj również nie ma tego, co występowało w pierwszych dwóch tomach: że niemal wszystko kojarzyło się, bądź sprowadzało się do seksu. Plus za całkiem niezłe zakończenie tomu.

 

Czwarty tom jest tak samo (jeśli nie bardziej) dynamiczny jak tom trzeci. Oceniam jako dobry.

Złamane skrzydła #3

Złamane skrzydła #3 - Kou Yoneda

CYKL: "ZŁAMANE SKRZYDŁA" (TOM 3)

 

Trzeba przyznać, że trzeci tom komiksu "Złamane skrzydła" jest ciekawszy pod względem fabuły od dwóch poprzednich tomów. A to głównie za sprawą tego, iż mamy do czynienia z większą dynamiką jeśli chodzi o wątek gangsterski. W trzecim tomie jest też nieco mniej seksu, a jeśli już się pojawia to nie są to sytuacje "od czapy" jak niekiedy miało to miejsce w pierwszych dwóch tomach. Ponadto na plus całkiem sympatyczne zakończenie trzeciego tomu (przy okazji: uważam, że postacie Kugi i doktora Kageyamy są o wiele bardziej ciekawsze niż głównych: Yashiro i Doumekiego).

Złamane skrzydła #2

Złamane skrzydła #2 - Kou Yoneda

CYKL: "ZŁAMANE SKRZYDŁA" (TOM 2)

 

Drugi tom komiksu "Złamane skrzydła" różni się (na plus) od pierwszego, nieco wiekszą dozą humoru. Tu najbardziej przoduje rozdział piąty i dialogi: głównie między Yashiro a Doumekim. Natomiast wątek gangsterski coraz bardziej intryguje wraz z rozdziałem ósmym.

Niestety wciąż są tutaj sytuacje dość naiwne i trochę irytuje fakt, że niemal wszystko podporządkowane jest jednemu tematowi (seksu) lub sprowadza się do traumy z dzieciństwa poszczególnych bohaterów. Z uwagi na wątek gangsterski, drugi tom zyskuje pod koniec, kiedy to zaczyna intrygować końcówka rozdziału dziesiątego. 

 

Drugi tom trzyma poziom pierwszego, wobec tego w mojej opinii nadal jest niezły.

Złamane skrzydła #1

Złamane skrzydła # 1 - Kou Yoneda

CYKL: "ZŁAMANE SKRZYDŁA" (TOM 1)

 

Wstęp do historii w niczym mnie nie zachwycił,  dopiero rozdziały pierwszy i drugi wyjaśniają trochę więcej. Komiks zaczyna nabierać tempa, na światło dzienne wychodzi wątek gangsterski i robi się trochę bardziej interesująco. Niestety bywa, że w najmniej oczekiwanym momencie ów wątek jest przerywany erotyką. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż niektóre z tych sytuacji są niekiedy dość naiwne. Po trzech pierwszych rozdziałach następuje dodatek do historii w postaci dość interesującego rozdziału mówiącego o masochizmie głównego bohatera Yashiro. Przy okazji czytelnik może się dowiedzieć gdzie Yashiro poznał Kageyamę. Ciekawy zabieg.

 

Ogólnie fabuła pierwszej części komiksu "Złamane skrzydła" jest całkiem niezła, jeśli pominąć naiwne, nieco przesadzone aspekty erotyczne. Na plus rysunki, niekiedy ładne (aż szkoda, że czarno-białe), pozbawione zbyt dużej ekspresji typowej dla mangi (przynajmniej biorąc pod uwagę kreskówki anime).

 

To moje pierwsze spotkanie z tego typu mangą. W mojej opinii pierwszy tom "Złamanych skrzydeł" określam jako niezły.

Obcy: Przymierze (książka + film)

Obcy: Przymierze (książka + film) - praca zbiorowa

W książkowym dodatku dołączonym do filmu "Obcy: Przymierze" możemy przeczytać sporo informacji dotyczących wizji reżysera oraz garstkę ciekawostek z planu, między innymi wypowiedzi aktorów dotyczące ich spojrzenia na graną postać.

 

To, co mnie spodobało się najbardziej, to ciekawostki opisujące pracę na planie, takie jak: informacje o zdjęciach Dariusza Wolskiego, kostiumach, scenografii, efektach wizualnych oraz budowie statku Premierze.

 

Tradycyjnie spotkać się też możemy z kadrami z filmu (głównie są to fotosy wstawione w tekst) oraz notkami biograficznymi odtwórców głównych ról. Mamy też notkę biograficzną na temat Ridley'a Scott'a. Tekst w książce jest napisany dość dużą czcionką jak na tego typu książeczki dołączane do filmów, co mnie początkowo zniesmaczyło, gdyż założyłam, że to celowy zabieg mający za zadanie tylko wypełnić czymś stronę. Zaskoczeniem jest, jednak, iż mimo to - jak na tak dużą czcionkę - możemy przeczytać całkiem interesujący dodatek.

 

Ocena książki: dobra (6/10)

Ocena filmu: dobry (7/10)

Tulipanowa gorączka (książka + film)

Tulipanowa gorączka  - Deborah Moggach

Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie lektura tego książkowego dodatku do filmu "Tulipanowa gorączka". Zaskoczenie to tym większe, że - znając już sporo podobnych dodatków - byłam przygotowana na to co zawsze: spis filmografii odtwórców głównych ról oraz spis zdobytych przez nich nagród, krótki zarys fabuły i fotosy z filmu. Już parę razy dałam się nabrać wydawcom tych krótkich tekstów, licząc na to, że zobaczę opis głównej problematyki fabuły, zarys charakterologiczny bohaterów i tym podobne. Tak było było między innymi w przypadku dodatku do "Anny Kareniny", czy "Lektora", gdzie aż prosiło się o podobne rozwinięcie tematu. Znając zamiłowanie wydawców do okrajania informacji do niezbędnego minimum, nie miałam takich oczekiwań biorąc dodatek do "Tulipanowej gorączki". Jakież było moje zdziwienie, gdy tym razem okazało się inaczej niż sądziłam...

 

Co więc otrzymujemy w tym dodatku?

Oprócz zarysu fabuły możemy przeczytać o tym, czym jest owa "tulipanowa gorączka". Skąd wziął się ten termin oraz w jakich okolicznościach powstał. Ponadto możemy przyjrzeć się charakterom postaci. I tu duży plus za to, że mamy zaledwie wzmiankę na temat aktora/aktorki i jego dokonań w zawodzie i sporo informacji o postaci jaką odegrał/odegrała wraz z spojrzeniem aktora na rolę. Poza tym możemy też dowiedzieć się paru informacji dotyczących scenariusza, pracy na planie. Ładne, barwne kadry z filmu cieszą oko i umilają lekturę.

 

Dodatek wart przeczytania przed lub po seansie, zależnie od indywidualnych upodobań. 

 

Ocena książki: bardzo dobra (7/10)

Ocena filmu: dobry (7/10)

Lektor (książka + film)

Lektor (film + książka) - praca zbiorowa

Nieźle przedstawiona problematyka fabuły, aczkolwiek ten temat zmusza do większych refleksji, więc można było wykazać się troszkę bardziej. Kilka ciekawostek na temat książki Bernarda Schlinka, na której podstawie nakręcono film. Tradycyjnie: krótkie notki biograficzne o odtwórcach ról: młodego i starszego Michaela oraz Hanny Schmitz oraz ładne, barwne kadry z filmu. Książeczka jest wyjmowaną wkładką umiejscowioną w "kieszonce" po wewnętrznej stronie okładki i nie ma standardowej liczby dwudziestu jeden stron (jak to zazwyczaj bywa w tego typu opracowaniach). Można więc łagodniejszym okiem spojrzeć na fakt, że wydawca tylko zahaczył o najbardziej istotne aspekty, ale ja trochę nad tym brakiem ubolewam, stąd taka ocena, a nie inna.

Ocena książki: przeciętna (5/10)
Ocena filmu: dobry (7/10)

Vogue Polska, nr 2/kwiecień 2018

Vogue Polska, nr 2/kwiecień 2018 - praca zbiorowa

Drugi numer polskiej edycji "Vogue'a" wprawił mnie w lekką konsternację już na sklepowej półce. Szok był jeszcze większy, kiedy zobaczyłam cenę pisma. Dlaczego? Zacznę więc swoją opinię od największego minusa...

 

Mojego szoku dokonała grubość magazynu. To, co było jednym z plusów i tym samym dużym walorem tytułu odróżniającym go od innych będących na rynku, to była między innymi właśnie jego grubość i waga. Co zresztą nikogo, kto chociaż raz trzymał w rękach zagraniczną edycję nie zdziwi, ani dziwić nie powinno. Co się wydarzyło tym razem? Otóż mamy drugi numer - uwaga - odchudzony! I to bagatela o... 109 stron (!) I to widać, i to się czuje. Słuchajcie, bo teraz będzie najlepsze: cena magazynu pozostała ta sama (!!!) - czyli "tylko" 16,90zł...

 

Drugi minus: kilka literówek w tekstach (czego w poprzednim numerze nie zaobserwowałam) i powtórzona informacja o Yaoi Kusamie, tylko z innymi zdjęciami.

Trzeci minus: biała czcionka zlewająca się z jasnym tłem, na którym jej użyto. To samo widziałam już w pierwszym numerze, tu zdarza się notorycznie, męcząc wzrok przy próbie przeczytania.

 

Dalej mamy plusy a są nimi:

- okładka - pierwsze, co już możemy zauważyć: w końcu ładne, eleganckie zdjęcie autorstwa Chris'a Colls'a przedstawiające Evę Herzigovą,

- "Sposób na równowagę" - krótki artykuł, gdzie tym razem Ewelina Dziewiela przedstawia postać szefowej mody ukraińskiego "Vogue'a" Julie Pelipas (str. 54-58),

- "Oderwij się od ziemi" - ciekawy tekst Katarzyny Koper, w którym autorka opisuje swoje doświadczenia w związku z formą ćwiczeń w hamakach (aerial joga, fly joga, AntiGravity Fitness) (str. 92-94).

- "Rzeczy, które trwają" -  głównym bohaterem tego krótkiego tekstu Elżbiety Szawarskiej jest fotograf Horst P. Horst (116-118).

- mniejsza ilość reklam - i to jest najprawdopodobniej przyczyna tej "anoreksji" "Vogue'a". Otóż, proszę Państwa: żegnamy reklamy wraz ze stroną 120-tą, właściwie już do końca pisma (już nie wliczam tych dwóch reklam przy końcu). Co za tym idzie? Dokładnie w połowie magazynu "Vogue" przestaje nas wkurzać wszędobylską reklamą, możemy zacząć delektować się ciekawymi sesjami zdjęciowymi i artykułami, których nie przerywa nam żaden proponowany produkt,

- sesja z wcześniej wymienioną Evą Herzigovą opatrzona jej wypowiedziami - sesja bardzo in plus, minimalistyczna acz ładna, gdzie możemy podziwiać Evę jako taką "normal girl" (str. 120-143),

- "Jestem oddzielną osobą" - ciekawy wywiad, który Katarzyna Bielas przeprowadziła z Panią Barbarą Stuhr (182-187),

- "Pamięć organiczna" - tekst Jerry'ego Stafford'a opatrzony zdjęciami Jean'a Baptiste Mondino, w którym czytamy o najnowszym pokazie haute couture "Ludi Nataurae", z kolekcji Iris Van Herpen i Peter'a Gentenaar'a. Ciekawe, warte uwagi fotografie (188-195).

- "Misja specjalna" - artykuł Ewy Winnickiej. Interesujące spojrzenie na medycynę z punktu widzenia czterech lekarek o różnej specjalności, które opowiadają o swoim zawodzie (196-201).

- "Noblesse oblige" - bardzo ładna sesja z fotografiami Kuby Ryniewicza. Na zdjęciach hipnotyzująco piękna, czarnoskóra modelka: Grace Bol (202-209),

 

Zastanawiam się czy się śmiać, czy płakać. Mam wrażenie, że to drugie. Szkoda, bo drugi numer w odróżnieniu od pierwszego robi lepsze wrażenie wizualne (ładniejsza okładka, o wiele ładniejsze sesje) i jest też lepszy merytorycznie (więcej ciekawych artykułów). Zważywszy na to, jak gruby jest drugi numer, pytam samą siebie: "Co się stało?" oraz: "Czy teraz tak będzie z każdym kolejnym numerem?" Nie chcę być złą wróżką, ale "widzi mi się", że ta tendencja zostanie na dłużej.

 

Dziwne to i smutne zarazem. Wygląda mi na to, że chyba na zachętę dostaliśmy pierwszy numer gruby i ciężki jak to na "Vogue'a" przystało (za to z niebywałą liczbą reklam). I teraz ten, drugi numer, który na półce w połączeniu z numerem pierwszym wygląda bardziej jak "Twój Styl", "Pani" lub "Zwierciadło", a nie ciężka, "wogowa cegła".

Ciekawe, biorąc pod uwagę, że większość magazynów (nawet te trzy wspomniane) ma przeważnie stałą liczbę stron niezmienną przez lata.

 

Niestety "Vogue Polska" schudł i to już przy drugim numerze od chwili jego zaistnienia. Najprawdopodobniej magazyn został zmniejszony o reklamy kosztem jego grubości i tym samym "po kieszeni" czytelnika. Pół magazynu reklam "co druga strona" i druga połowa treści właściwej. Czyli 50% reklam ładnie opakowanych w fajną okładkę w gabarycie "Twojego Stylu" bynajmniej nie w cenie owego "Twojego stylu", bo to przecież "ten Vogue"...

Zapewne teraz jedynym luksusem "tego Vogue'a" odróżniającym ten tytuł od innych będzie już tylko elegancka, profesjonalna okładka i mniej lub bardziej dobre [ciekawe, ładne] sesje zdjęciowe. I to wszystko za szesnaście dziewięćdziesiąt złotych. Pięknie...

 

Moja ocena jest nieco wyższa niż ocena pierwszego numeru  z uwagi na lepszą estetykę pisma oraz za to, że wciąż mamy interesujący poziom (bardziej niż w poprzednim). Jednakże zaistniałe posunięcie wydawnictwa wciąż uważam za słabe.

 

Kwietniowy numer polskiego "Vogue'a" dokładam na półkę do pierwszego z niedosytem. Smutny to widok. Pocieszam się faktem, iż mam zagwarantowane, że choć przez drugą połowę magazynu będę mogła delektować się spokojną lekturą bez reklamowych przerywników.

Luksus to kosztowny zarazem...

Bliskość. Co i jak robić, co i jak mówić, żeby naprawdę być razem

Bliskość. Co i jak robić, co i jak mówić, żeby naprawdę być razem - Bogdan De Barbaro

Na poradnik "Bliskość" składa się jedenaście rozdziałów, w których autorzy podejmują się opisania paru interesujących zagadnień. A są nimi: 

- czy warto brać ślub i dlaczego niektórzy tak bardzo wzbraniają się przed tym?

- podział ról w domowych obowiązkach,

- spędzanie czasu ze sobą oraz jak duże znaczenie dla związku ma wspólnota czasu,

- zdrada i jej bolesne konsekwencje dla związku,

- czy można i czy warto zmieniać drugą, bliską nam osobę zgodnie z własnym wyobrażeniem partnera idealnego?

- budowanie intymności w związku,

- niedomówienia, czyli czy i jak wyjawiać partnerowi/partnerce tajemnice,

- na czym polegają i jak wyglądają relacje ojciec-syn,

- co to znaczy mieć tak zwane "udane życie".

 

Oczywiście nie ma co się łudzić, że czytelnik znajdzie tu gotowe recepty "co i jak mówić", jak mógłby to sugerować tytuł. W poruszonych tematach autorzy starają się przekazać te informacje między słowami.

 

Poradnik czyta się szybko, jest napisany w przystępny sposób. Przeczytałam go z zainteresowaniem. W mojej ocenie jest dobry, choć zdaję sobie sprawę z tego, iż podane tu informacje to taka niewielka "pigułka" niczym wierzchołek góry lodowej jeśli chodzi o relacje międzyludzkie.

Wstyd. Jak lepiej go rozumieć i nie pozwolić, żeby zatruwał nam życie

Wstyd. Jak lepiej go rozumieć i nie pozwolić, żeby zatruwał nam życie - Anna Dodziuk

W tej niedużych gabarytów książce Anna Dodziuk opisuje czym jest wstyd, jakie są jego źródła, jakie są sposoby zawstydzania. Wyróżnia wstyd konstruktywny i destrukcyjny. Podaje kilka zalet "dobrego" wstydu, który w odróżnieniu od wstydu destrukcyjnego, ma za zadanie uwrażliwiać człowieka na niektóre sytuacje z jakimi przychodzi mu się zmierzyć w codziennym życiu.

Jednakże całość książki jest poświęcona głównie toksycznemu wstydowi. Temu, który pozbawia człowieczeństwa i paraliżuje człowieka. Temu, który ma destrukcyjny wpływ na stan ducha człowieka i może być przyczyną zniszczenia relacji z ludźmi, na których wstydzącemu się człowiekowi zależy.

 

Autorka w swoim opracowaniu przedstawia parę prostych ćwiczeń, które można wykonać samodzielnie, i które nie pochłaniają przy tym dużo czasu. Ponadto opisuje sposoby leczenia i uzdrawiania wstydu, metody "pracy nad samym sobą" oraz podaje  parę przykładów jakie mogłaby wykorzystać potencjalna osoba prowadząca grupę terapeutyczną dla uczestników borykających się z problemem wstydu. W tekście parokrotnie zahacza też o przykłady wstydu u alkoholików, a kilka ostatnich rozdziałów jest w całości poświęconych właśnie wstydowi doświadczanemu przez nadużywających alkoholu, grupom wsparcia AA i metod terapii.

 

W mojej ocenie jest to dobry poradnik. Większość książki (zwłaszcza jej pierwszą połowę) przeczytałam z dużym zainteresowaniem. Czyta się go szybko, jedynie w drugiej połowie poradnika, gdy autorka skupiła się głównie na alkoholizmie i poradach stricte dla terapeutów grup AA, książkę czytałam już wolniej a temat miejscami zaczął nieco nużyć. 

Nie mogę jednak uznać "Wstydu" jako książki przeciętnej, tylko na podstawie mniej interesującego mnie zagadnienia, gdyż to zagadnienie samo w sobie nie jest złe i dla kogoś może być pomocne.

 

Natomiast niewielkim minusem według mnie są te fragmenty, w których autorka powołuje się na słowa innych uznanych psychoterapeutów. Te cytaty chwilami pojawiały się trochę za często. Są one w większości interesujące, aczkolwiek czasami wołałam poznać osobiste zdanie autorki w danym temacie, a niekoniecznie będące jedynie komentarzem do przytoczonego "suchego" cytatu.

 

Ocena byłaby nieco wyższa,  gdyby nie wyżej wymienione minusy. Nie zaniżam bardziej z uwagi na dobrą pierwszą połowę poradnika i parę przykładów ćwiczeń, mających za zadanie pracę indywidulaną nad swoim własnym wstydem.

Vogue Polska, nr 1/marzec 2018

Vogue Polska, nr 1/marzec 2018 - praca zbiorowa

Niegdyś spotkałam się z określeniem "Biblia Mody". Oto jest i na naszym polskim rynku pierwszy numer owego - już pewnie można powiedzieć - kultowego klasyka, jeśli chodzi o tytuły modowych magazynów. Ciężko mi porównywać polskie wydanie "Vogue'a" do tych zagranicznych. Wypiszę natomiast te wady i zalety czasopisma, które jako pierwsze rzuciły mi się w oczy.

 

Zacznę od zalet, a są nimi opasłe rozmiary, dobra jakość papieru i (jak na pierwszy numer) kilka ciekawych artykułów:

- "Chcę zachować trochę tajemnicy" - zainteresował mnie ten krótki artykuł z tekstem Eweliny Dziewieli o Aleksandrze Woronieckiej (str. 134),

- "Zamieszanie w eterze" - ciekawy, krótki artykuł autorstwa Katarzyny Straszewicz, która interesująco pisze o perfumach, a także przedstawia kilka przydatnych informacji dotyczących ich przechowywania (str. 188-190),

- "KC dezerterki" - zapis rozmowy Andy Rottenberg i Barbary Hoff,

- "Vogue. Mamy to!" - ciekawy artykuł autorstwa Robin Muir, przedstawiający historię "Vogue'a" (str. 236-246),

- sesja zdjęciowa "Polska szkoła" z fotografiami Boo George (str.306-319). W moim odczuciu sesja o niebo lepsza od tej głównej z Anją Rubik.

 

Do minusów zaliczę to, co rzuca się najbardziej w oczy już po pierwszym przekartkowaniu, mianowicie: niebagatelną liczbę reklam, gdyż (bardzo optymistycznie rzecz ujmując) przez połowę magazynu co druga strona to reklama. Pewnie się czepiam. Rozumiem, że jest to potrzebne i gdyby było inaczej, pewnie cena czasopisma byłaby znacznie wyższa (choć i tak jest dość wysoka), aczkolwiek fajniej byłoby w zamian zobaczyć jakąś ciekawą, kilkunastostronicową sesję zdjęciową, niż reklamy produktów znanych marek. Zwłaszcza, że już podpisy obok ubrań w artykułach już są swego rodzaju reklamą. Zauważyłam, że w miarę czy to przeglądania, czy czytania gazety, z czasem zaczęłam być zmęczona tym, że co drugą kartkę widzę reklamę. Moja irytacja była tym większa, gdy zauważyłam, że reklamą przerywa mi się lekturę artykułów.

 

Pierwszy numer oceniam jako przeciętny. I ta liczba gwiazdek jest według mnie najbardziej adekwatna do odczuć związanych ze zbyt przytłaczającą ilością reklam. Biorę również pod uwagę główną sesję, która mimo faktu in plus - ilości fotografii - mogłaby bardziej "powalać na kolana", gdyby jej bohaterkami były tylko dwie gwiazdy z okładki zamiast dodatkowo "wielcy polacy", gdzie razem z Lechem Wałęsą zestawiono między innymi Krystynę Jandę, Dorotę Masłowską, Janusza Gajosa czy też Katarzynę Nosowską... Rozumiem zamysł sesji: ukazanie symboli Polski. Stąd też "wielcy polacy" w zestawieniu z pierogami, tylko, że po sesji w "Vogue'u" spodziewałam się jednak czegoś więcej. Tak samo po Anji Rubik oczekiwałam więcej, tymczasem mamy parę smutnych i trochę nudnych fotografii. Całość wyszła jakoś tak niemrawo i przaśnie zarazem...

 

Jak to mówią: "reklama dźwignią handlu". Tak, lecz w przypadku rzeczonego tytułu reklama mocno zniszczyła mi estetykę i przyjemność z lektury czasopisma. Wszystko zrozumiem, nawet konieczność wsadzania reklam, aczkolwiek w przypadku "Vogue Polska" doszło do sporej przesady. A szkoda.

 

W przypadku pierwszego numeru powstrzymuję się od wielkiego entuzjazmu. Pewnie mimo to sięgnę po nastepne numery, gdyż, bądź co bądź, widzę pewien potencjał. I mam nadzieję, że dalej będzie już tylko lepiej.

Charaktery, nr 11 (250), listopad 2017

Charaktery, nr 11 (250), listopad 2017 - Redakcja miesięcznika Charaktery

Jest to moje pierwsze spotkanie z tym czasopisem i prawdę mówiąc trochę żałuję, że tak późno trafiło ono w moje ręce.

Artykuły z listopadowego numeru, które polecam:

- "Jak rozstać się na dobre" - temat dość przygnębiający, ale zawarte w nim porady mogą być przydatne. Traktuje nie tylko o tym jak się rozstać, ale też jak przeżyć rozstanie (str. 18).

- "Jak kręci porno?" - czyli ciekawa rozmowa z dr hab. Mateuszem Golą na temat pornografii jako silnie uzależniającego nałogu (str. 30).

- "Upiększanie bez końca" - krótki ale ciekawy artykuł autorstwa Rebecki A. Clay na temat operacji plastycznych, tego jakie motywy kryją/mogą się kryć za chęcią zmiany swojego wyglądu poprzez kosztowną operację plastyczną (str. 38).

- "Kochanie, o co ci chodzi?" - dobry tekst autorstwa Jagody Bzowy o trudnościach w komunikowaniu się między partnerami w związku (str. 46).

- "Uwaga, głupota!" - interesujący tekst Dariusza Dolińskiego traktujący o tym, jak zgubna może być bezrefleksyjność ludzkich zachowań (str. 62).

 

W dodatku "Style życia" najbardziej zainteresował mnie artykuł "Idealna pora" (str. 30), mówiący o tym jak w okresie jesienno-zimowym uniknąć depresji poprzez proste czynności mające na celu właśnie poprawę nastroju.

Światło, które utraciliśmy

Swiatlo, ktore utracilismy - Jill Santopolo

Sięgnęłam po "Światło, które utraciliśmy" przez wzgląd na bardzo pozytywne recenzje i głosy zachwytu mówiące, iż jest to historia nad wyraz urzekająca, wciągająca oraz niebywale wzruszająca.

Nie jest łatwo mnie wzruszyć, aczkolwiek są książki, które i tego potrafią dokonać. Ta do nich z pewnością nie należy. Czy historia mnie urzekła, jako - jak czytałam w opiniach - "jedna z najpiękniejszych historii miłosnych" ? Absolutnie! I patrząc po ocenach i opiniach na portalach książkowych, ze swoją niską oceną, jestem w wyraźnej mniejszości.

Zacznę jednak od wymienienia plusów, bo jest ich mniej. Plusem owej książki jest fakt, iż szybko się ją czyta, a to za sprawą krótkich (a niekiedy bardzo krótkich, bo tylko obejmujących dwie strony) rozdziałów. Drugim plusem jest w miarę duża czcionka, co też ułatwia czytanie.
I na tym niestety plusy się kończą. Poważnie: więcej nie widzę.

Przejdę do minusów.
Przede wszystkim najgorsza rzecz, jaką autorka popełniła to styl językowy. Już od pierwszych rozdziałów czytelnik może zauważyć sposób, w jaki jest ona napisana. Kto więc zacznie książkę i w pewnym momencie zorientuje się, że styl wypowiedzi trochę odbiega od zazwyczaj spotykanej normy, temu od razu mówię: tak, autorka ciągnie tak do samego końca. W tym momencie naprawdę dziwię się tym wszystkich zachwytom... Serio, nikogo to nie zmęczyło? Jak długo można czytać taką formę wypowiedzi: "Zapytałam ciebie i ty odpowiedziałeś mi (...)", "Zrobiłeś (...), a ja powiedziałam (...)" - i wiele podobnych? I tak przez bite 352 strony i prawie 80 rozdziałów! Darujcie... Ja rozumiem, że główna bohaterka zwraca się we wspomnieniach do swojego najukochańszego, lecz czy naprawdę musi tak być przez całą książkę? I co z tego, że rozdziały są krótkie, skoro autorka tą formą tylko morduje czytelnika? Przez to książka około połowy zaczęła mnie nie tylko męczyć, ale też nużyć, do tego stopnia, że poważnie zaczęłam się zastanawiać nad rzuceniem tego gniotu w diabły, choć nie leży to w mojej "czytelniczej naturze". W rezultacie zamiast skończyć książkę "w jedną noc" (jak reszta urzeczonych), w końcu zmęczyłam ją w niemal trzy miesiące.

Nazywam książkę gniotem nie bez przyczyny. Poza męczącą pisarską formą, dołożyć tu można fragmenty brzmiące iście grafomańsko, co w połączeniu ze wspomnianą formą wypowiedzi daje wręcz piorunujący efekt... Jakby tego było mało, po połowie książki zaczął mnie denerwować fakt, iż spora część rozdziałów często rozpoczyna się od jakiegoś bardzo mądrego, życiowego przesłania naszej bohaterki. Dlaczego mnie to denerwuje? Bo sama bohaterka w pewnym momencie jawiła mi się jako osoba wyjątkowo głupia i wyjątkowo "ślepa". I choć chwilami miałam poczucie, że może jednak niesprawiedliwie ją oceniam, to jednak to, co uczyniła pod koniec książki tylko utwierdziło mnie w swoim przekonaniu. Właśnie dlatego tym bardziej nie zgodzę się ze stwierdzeniem jakoby ta historia miała być urzekająca. Nie, zachowanie tej - nazwijmy to - zaślepionej, niemożebnie niemądrej kobiety nie ma w sobie ani niczego urzekającego, ani tym bardziej wzruszającego. Jeśli więc kiedykolwiek przeczytam, że ta historia jest dla kogoś najpiękniejszą, najbardziej wzruszającą, urzekającą... i tak dalej (w tym miejscu dodajcie resztę "naj"), będzie to dla mnie zakrawało wręcz na śmieszność, o ile wypowiadająca się osoba będzie miała powyżej kilkanaście lat. Nie kupuję tej historii! A jedyne, co czuję to tylko współczucie dla Darrena i dzieci.

Książkę oceniam jako bardzo słabą i zapisze mi się ona w pamięci jako: jedna z najbardziej denerwujących, dennych, miałkich, ocierających się o grafomaństwo historii, którą mi się źle czytało, pomimo krótkich (często "samo się czytających") rozdziałów; której lektura zamiast przyjemnością,  stała się katorgą.
I nie, nie polecam jej. To jedna z najgorszych książek, jakie w życiu przeczytałam, której nie daję najniższej oceny tylko przez wzgląd na dosłownie parę niezłych cytatów, jakie udało mi się wyłuskać.

Na lepszy początek. Jak dobrze kończyć, żeby lepiej zaczynać

Na lepszy początek. Jak dobrze kończyć, żeby lepiej zaczynać - praca zbiorowa

"Na lepszy początek. Jak dobrze kończyć, żeby lepiej zaczynać" to między innymi książka o tym, że nie tyle warto, co wręcz należy zakończyć toksyczne związki międzyludzkie (na przykład z partnerem, bądź zaborczym rodzicem); że w pewnym wieku należy dążyć do usamodzielnienia się, co może dokonać u człowieka pozytywnych zmian. Autorzy pokazują tu między innymi jak umiejętnie tego dokonać tak, by obie strony bardzo na tym nie ucierpiały. To także poradnik, w której autorzy piszą o tym jak przeżyć żałobę po rozstaniu (co dotyczy zarówno strony, która ów związek kończy, jak i tej drugiej - porzucanej).

Czytelnik spotkać się tutaj może również z hasłami: prokrastynacja i asertywność. Dwa osobne rozdziały są poświęcone właśnie tym zagadnieniom. Ten pierwszy mówi o przyczynach i skutkach prokrastynacji (potocznie nazywanej "odjutronizmem"); o tym czy aby na pewno odkładanie czegoś na następny dzień jest w naszym życiu dobrym działaniem? Natomiast w temacie dotyczącym asertywności autorzy starają się przekonać czytelnika, że czasem dla własnego dobra nie należy się bronić przed powiedzeniem komuś "nie".

To także książka, w której mowa o tym, że aby być szczęśliwym i stworzyć udany związek, najpierw należy zaakceptować ("pokochać") samego siebie).

 

Poradnik ten czyta się dobrze i szybko. Do rozdziałów, które mnie najbardziej zainteresowały zaliczam:

- "Koniec związku. Jak zacząć żyć na nowo?" autorstwa Jagody Bzowy.

- "Przekleństwo bycia miłym" (Jacqui Marsob, Agnieszka Chrzanowska, Dorota Krzemionka i Paulina Pająk).

- "Czas na dorosłość" autorstwa Anny Polacyn-Radomskiej.

 

Książkę polecam tak w całości, jak i we fragmentach.

Czytelnicze podsumowanie roku 2017

Ania - Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki Był sobie chłopczyk - Ewa Winnicka Juz mnie nie oszukasz - Harlan Coben Pokój - Emma Donoghue Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej - Barbara Demick, Agnieszka Nowakowska Znalezione nie kradzione - Stephen King

Moje książkowe "The best":

 

Najbardziej intrygująca książkowa postać:

 

Jack („Pokój”)

 

 Najlepsza okładka:

 

„Już mnie nie oszukasz” (Harlan Coben), Wydawnictwo: Albatros 2017r.

 

Najlepszy cytat:

 

Patrz, mnie nie będzie, a życie będzie toczyć się dalej. Pewnie ludzie będą mówili: Przynajmniej już się nie męczy. A wiesz, ja bym chciała się jeszcze pomęczyć, byle tylko żyć...(Anna Przybylska)”.

„Ania” (Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki)

 

Największe zaskoczenie:

 

„Był sobie chłopczyk” (Ewa Winnicka)

 

Najlepszy autor:

 

Barbara Demick

 

Najlepsza książka:

 

„Ania” (Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki)

 

 

Największe gnioty:

 

 

Najbardziej irytująca książkowa postać:

 

Holly Gibney z „Znalezione niekradzione” (Stephen King)

 

Najgorsza okładka:

 

„Znalezione niekradzione” (Stephen King), Wydawnictwo: Albatros, 2015r.

 

 

Najgorszy cytat:

 

„Wszystko gówno znaczy.”

Stephen King – „Znalezione niekradzione”

 

Największe rozczarowanie:

 

„Pokój” (Emma Donoghue)

 

Najgorszy autor:

 

Emma Donoughe

 

Najgorsza książka:

 

„Pokój” (Emma Donoghue)

 

 

__________________________________________________________________

 

 

W liczbach:

 

Wszystkich przeczytanych książek 15, w tym:

 

Biografie/Autobiografie/Dzienniki/Pamiętniki - 1
Film + książka - 9
Literatura faktu/Reportaże/Eseje - 2
Literatura piękna/współczesna – 1

Thrillery/Kryminały/Sensacja - 2

 

 

W nagrodach:

 

Nominowani (8)

 

1) Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki (2011)

Światu nie mamy czego zazdrościć(Barbara Demick)

 

2) ALA Notable Books

Światu nie mamy czego zazdrościć(Barbara Demick)

 

3) National Book Critics Circle Award

Światu nie mamy czego zazdrościć(Barbara Demick)

 

4) National Booka Award

Światu nie mamy czego zazdrościć(Barbara Demick)

 

5) Książka Roku Lubimyczytać.pl (2015)

"Znalezione nie kradzione" (Sephen King)

 

6) New York Times Best Books (2010)

„Pokój” (Emma Donoghue)

 

7) Man Booker Prize (2010)

„Pokój” (Emma Donoghue)

 

8) Książka Roku Lubimyczytac.pl (2017)

"Był sobie chłopczyk" (Ewa Winnicka)

 

Nagrodzeni (1)

 

1) Książka Roku Lubimyczytac.pl (2017)

"Ania" (Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki)

Teraz czytam

Magazyn pielęgniarki i położnej nr 12/grudzień 2017
praca zbiorowa
Przeczytane:: 6/48 stron
Pomiędzy nami góry
Charles Martin
Przeczytane:: 27/336 stron
Charaktery 12 (251) / grudzień 2017
Redakcja miesięcznika Charaktery
Przeczytane:: 32/132 stron
Twarze Marilyn Monroe
Sarah Churchwell, Robert Waliś
Przeczytane:: 42/464 stron
Jadro dziwnosci
Peter Pomerantsev
Przeczytane:: 52/296 stron
Syrop z piołunu. Wygnani w akcji "Wisła"
Smoleński Paweł
Przeczytane:: 127/224 stron
Dzienniki 1950-1962 (Journals of Sylvia Plath)
Sylvia Plath
Przeczytane:: 116/670 stron
Samotnik
Eugène Ionesco
Przeczytane:: 74/148 stron
Przekrój nr 1 (3556) / grudzień 2016 - luty 2017
Redakcja tygodnika Przekrój
Przeczytane:: 23/148 stron
Jim Henson. Tata Muppetów
Brian Jay Jones, Magdalena Bugajska
Przeczytane:: 11/528 stron