Szepty i kłamstwa

Szepty i kłamstwa - Joy Fielding

Kiedy na długo przed sięgnięciem po "Szepty i kłamstwa" przeczytałam jej niewątpliwie intrygujący opis, nawet przez myśl nie przeszło mi, że tak się zaskoczę. Bynajmniej nie intrygującą treścią z początku lektury.
Opis z tyłu okładki okazał się być ciekawszy niż większość samej książki. I chyba tylko ze względu na tą intrygę, o której przeczytałam w opisie i dlatego, że nie lubię nie kończyć zaczętych książek zdecydowałam się doczytać ją do końca.

Mamy tutaj ciekawy temat: Terry Painter jest pielęgniarką i pewnego dnia daje ogłoszenie wynajęcia chatki przy jej domu. Wiedziona złymi doświadczeniami z poprzednią lokatorką Eriką Hollander, tym razem daje ogłoszenie w szpitalu, w którym pracuje, mając nadzieję, że odpowie na nie jakaś miła starsza osoba. Jakież jest jej zdziwienie, kiedy osobą wyrażającą chęć wynajęcia chatki okazuje się być młoda kobieta - Alison Simms. Urocza dwudziestoośmioletnia blondynka wzbudza u Terry pełne zaufanie. Kiedy Terry zdąży się zaprzyjaźnić się z nową lokatorką z każdym kolejnym dniem i tygodniem zacznie do niej docierać, że Alison coś ukrywa. Co takiego ukrywa nowa lokatorka? Kim są jej znajomi? Co się jeszcze może wydarzyć?

Wydawałoby się, że autorka z każdym kolejnym rozdziałem poda nam wiele interesujących sytuacji, które będą główną bohaterkę (a przy okazji też czytelnika) bardziej lub mniej zbliżać do prawdy lub oddalać od niej. No właśnie. Wydawałoby się. Skąd więc tak niska ocena?

Książka liczy sobie 29 rozdziałów. Przy czym przez pierwsze dziewiętnaście (!) dzieje się coś... dziwnego. Ja odczułam to tak, jakbym czytała momentami dwie różne książki. Na początku miałam wrażenie, że czytam właściwy temat. Następnie można było sądzić, ze czytam jakiś kiepski harlequin (relacja Terry-Josh-szpital-matka Josha) po czym znów wracało się do właściwego tematu. Poza tym minusem tej książki były niekiedy irytujące dialogi (jak przykładowo ten przy ścinaniu włosów Terry) oraz równie bezsensowne sytuacje (na przykład zupełnie niepotrzebne opisy masturbacji Terry i jej wyobrażanie sobie dawnych miłości). Ja rozumiem, że autorka chciała nakreślić psychologię postaci ale akurat niektóre sytuacje, według mnie nie wniosły do opowiadanej historii nic sensownego, a tylko zanudziły czytelnika. I sprawiły, że chciałam zamknąć tą książkę, rzucić w kąt i nie wracać. Dodatkowo naiwność Terry Painter (która była początkowo całkowicie na miejscu) z czasem zaczęła mi przeszkadzać. Miałam ochotę wejść do książki i potrząsnąć tą kobietą. No i to jej ciągłe tłumaczenie się, że przecież ona "nigdy nie przypuszczała, że może dojść do takich wydarzeń" - w momentach gdzie praktycznie nie działo się nic o czym mogliśmy przeczytać w opisie (a autorka ten zabieg poczyniła chyba tylko dlatego, żeby czytelnikowi przypomnieć od czasu do czasu o głównej intrydze pomiędzy wstawkami iście z romansu niskiej kategorii). To wszystko sprawia, że w mojej ocenie książka ta zasługuje na miano nawet słabej. Rozumiem, że podstawą do tych opisów były stany psychologiczne poszczególnych postaci i efekt końcowy mający na celu zaskoczyć czytelnika, tylko czasem było to tak niemiłosiernie rozwleczone, że gdyby podarować sobie choć część tych pierwszych dziewiętnastu rozdziałów pewnie i tak na końcu wiedziałoby się o co chodzi. Co do samej końcówki tej historii, moim zdaniem ostatnia tajemnica jakiej czytelnik dowiaduje się w ostatnich rozdziałach jest rozczarowująca.

Skąd więc "przeciętna"? Otóż (żeby aż tak nie znęcać się nad tą historią), są i plusy. Choć niewiele. Wprawdzie pierwsze kilka rozdziałów, plus te od rozdziału dwudziestego, gdzie akcja nabrała tempa (w końcu!) można uznać za udane. Szczególnie niespodziewane zwroty akcji. Na szczęście dla czytelnika miały miejsce (bo już zaczynałam sądzić, że tu naprawdę nic się wiele nie wydarzy). Tych zwrotów akcji jest co najmniej cztery. I muszę stwierdzić, że niestety na kilka rozdziałów przed końcem książki domyśliłam się przynajmniej w połowie jaka jest jedna z tych tajemnic.
Z jednej strony opisy charakteru postaci, ich przemyśleń i towarzyszących im sytuacji są zrozumiałe po przeczytaniu zaskakujących elementów układanki. Tylko niepotrzebnie zostały one przedstawione w tak długi sposób. Może gdyby ten temat napisał mężczyzna, byłoby lepiej, bardziej konkretnie.