Klub Matek Swatek

Klub matek swatek - Ewa Stec

KMS - czyli Klub Matek Swatek (nie mylić z Konsulting Management Szkolenia - jak myślała jedna z bohaterek), to bardzo przyjemna książka z masą zwariowanych postaci (w niektórych przypadkach o równie zwariowanych nazwiskach, co tylko dodaje historii groteskowego smaczku).

Beata, matka Ani, desperacko pragnie szczęścia swojej 33 letniej córki (olaboga) singielki. O problemie wie przyjaciółka Beaty - Danuta (nałogowa palaczka), która w całą sprawę wtajemnicza swoje koleżanki z klubu KMS (m.in Jadwigę, Krystynę i... wróżkę Klarę Widzącą;-)). I w tym momencie zaczyna się ich ambitny plan: mający na celu znalezienie Ani tego jedynego, który wsunie jej obrączkę na palec.
Ania natomiast, nic nie podejrzewająca w sprawie zamiarów swojej mamy, oświadcza pewnego dnia rodzicielce, że wzięła kredyt i kupiła małe, ciasne, ale WŁASNE mieszkanko i to jest powód jej wyprowadzki (drugim powodem jest przemożna chęć usamodzielnienia się i mający się wkrótce odbyć ślub jej brata). Matce w żadnym wypadku nie podoba się pomysł wyfrunięcia latorośli z rodzinnego gniazdka, ale nic na to nie może poradzić.
Wśród postaci przewijających się przez książkę są również: Fryderyk Szopa (nie mylić z Chopinem), według Beaty - partner Ani, według Ani - jej dobry znajomy i przyjaciel. Oryginalna i zakręcona przyjaciółka Matylda (oryginalna między innymi ze względu na jamajskie korzenie) zawsze spiesząca z dobrą radą. Dwóch mężczyzn Wiktor i Marek, pewien bezdomny Marian, "pozytywnie zakręceni" dziadkowie Ani, a także tajemnicza Sowa. Zwariowane intrygi i zwroty akcji sprawiają, że wprost nie można się oderwać od lektury.

Książkę tą zakupiłam będąc pod silnym wpływem pozytywnych opinii czytelników tego portalu. Potem wielokrotnie zastanawiałam się czy dobrze zrobiłam, że nabyłam akurat tą pozycję (bo jakoś nie przepadam za literaturą polskich autorów, a jak już widzę, że akcja dzieje się w naszych polskich rejonach - tutaj: Kraków, co jest miłym zaskoczeniem, to jakoś mnie automatycznie "odrzuca"). I tak książka przeleżała prawie pół roku czekając na "swój dzień". Teraz po jej przeczytaniu wiem, że to była bardzo dobra inwestycja, a do książki pewnie nieraz powrócę. Mało tego: zapoznam się z innymi tytułami tej autorki (i chyba najwyższa pora, żeby skończyć obojętne przechodzenie obok książek rodzimych autorów;-))

Powieść polecam zarówno młodym jeszcze nieustatkowanym kobietom (bo jest to jednak literatura bardziej dla kobiet) jak i ich mamom;-) Czyta się ją szybko. Z każdym rozdziałem chce się poznać co było dalej (plus za krótkie rozdziały), a zabawne dialogi bądź przemyślenia bohaterów (szczególnie Anki, Danuty i Jadwigi) są pełne humoru i ironii - dowcipne zwroty "dopadają czytelnika" niemal na każdym kroku (dawno się tak nie uśmiałam przy lekturze książki, żeby aż się popłakać).
Jedna wielka komedia omyłek:-) Polecam. Ta książka nie da Wam zasnąć ani zjeść w spokoju;-)