To nie książka

To nie Książka - Keri Smith

To już drugi tytuł Pani Keri Smith, jaki przypadkiem wpadł mi w ręce w Empiku. Tutaj - tak samo jak było ze "Zniszcz" ten dziennik" - autorka ponownie każe czytelnikowi wypełniać zadania mające na celu pobudzić kreatywność.

Przyznam szczerze, że o mało nie krzyknęłam "Tylko nie to!" gdy ujrzałam kolejne "dzieło" popełnione przez Panią Smith, mające podobną szatę graficzną okładki i równie pomysłowy tytuł, jak było w przypadku "Zniszcz ten dziennik".

Czym różni się "To nie książka" od swojej słynnej poprzedniczki? Niestety więcej jest podobieństw niż różnic. Mówię "niestety", gdyż pierwsze kilkanaście (czy około kilkadziesiąt stron) wywarło na mnie pozytywne wrażenie. I już kiedy myślałam, że oto mamy choć w połowie niezłe zadania, zobaczyłam to, do czego nas już autorka zdążyła przyzwyczaić: "zrzuć tą książkę", "napluj", "nabazgraj", "umieść tu coś co kiedyś żyło", "zrób tu coś aby inni to omijali", "umieść tu swój obiad"...

Autorce udało się trafnie nadać tytuł - według mnie akurat oba jej "wspaniałe dzieła" to nie są książki, tylko "wyroby książkopodobne" mające na celu głównie skuteczne oczyszczenie kieszeni potencjalnego klienta skuszonego propozycją nauki kreatywności. Szkoda tylko, że pod płaszczykiem "wychodzenia poza ramy" i "uruchamiania wyobraźni" cierpią lasy (wciąż nie mogę przeboleć ileż mogło powstać lepszych, bardziej wartościowych książek w miejsce tych wszystkich egzemplarzy "Zniszcz ten dziennik").

Żeby nie "kopać leżącego" - są i plusy:
- pierwszym plusem są zadania typu: "opisz o czym myślałeś przed chwilą", "stwórz własny program telewizyjny", "tutaj opisz swój sen" etc.
- drugim plusem jest większa liczba ilustracji. "To nie książka" jest bardziej barwna i ciekawsza pod tym względem niż "Zniszcz ten dziennik".

Z przykrością stwierdzam jednak, że autorka jeszcze długo nie wpadnie na pomysł, że można wydać dużo cieńszy i tańszy poradnik z podobnymi zadaniami, które każdy mógłby wykonać ze zwykłym notesem/brudnopisem/zeszytem kupionym za grosze. Jak widać wciąż liczy ona na zysk w postaci szumnego tytułu i dużej promocji czegoś, co jest w zasadzie do niczego.

Patrząc obiektywnie oceniam jako słabą - a więc lepiej niż poprzednie "cudowne dzieło" przez wzgląd na większą liczbę zadań uruchamiających wyobraźnię i zmniejszenie zadań polegających na całkowitej dewastacji książki.
Jednakże boli mnie fakt, że to już drugi tytuł Keri Smith, mający działać na podobnej zasadzie jak poprzedni - a co za tym idzie kolejna promocja, kolejne tysiące (setki tysięcy?) egzemplarzy i kolejne tony zmarnowanego papieru. Aż boję się wejść do księgarni za kilka miesięcy... To jest strach przed tym, że zobaczę trzecią (może tym razem niebieską?) książkę z serii. I znów pierwszą moją myślą będzie: "Smith ciągle . Udało się za pierwszym razem, za drugim też, to czemu nie pociągnąć tego dalej?". Tylko ja się pytam: jak długo można tak ciągnąć jedno i to samo...?
Mam nadzieję, że "To nie książka" będzie jej drugą (i już ostatnią) propozycją "pobudzania kreatywności" poprzez opluwanie, niszczenie książki oraz bazgranie po niej.