Przyjdź i zgiń

Przyjdź i zgiń - Agatha Christie

CYKL: "HERCULES POIROT" (TOM 34)

 

Długo zastanawiałam się, po który kolejny kryminał Agathy Christie sięgnąć. Padło na "Przyjdź i zgiń". Czysty przypadek okazał się być bardzo celnym strzałem w powieść interesującą i zajmującą na długie godziny.

Jak to w przypadku kryminałów nie ma sensu wdawać się w zbyt wiele szczegółów. Krótko mówiąc: mamy tajemnicze morderstwo, tajemnicze numery domów dzięki którym nikt nie może trafić tam dokąd zmierza i jeszcze bardziej tajemnicze... zegary w domu starszej niewidomej kobiety. I pomyśleć, że wszystko rozpoczęło się od niewinnego telefonu z prośbą o przybycie stenotypistki...
Dochodzi do morderstwa, przypadkowa osoba znajduje ciało. I tak oto zaczyna się bardzo zawiłe śledztwo prowadzone przez Inspektora Hardcastle'a, któremu pomaga niejaki Colin Lamb. Mamy tu też słynnego Herculesa Poirot - i choć nie ma go tak dużo jak w większości powieści Agathy Christie, to odegra on tutaj znaczącą rolę...
Pojawia się oczywiście najważniejsze pytanie: kto jest mordercą? I na to pytanie autorka każe nam bardzo długo czekać. Ponadto nasuwa się pytanie kim jest zamordowany człowiek i czy ktoś go widział tego feralnego dnia?

W "Przyjdź i zgiń" autorka zgrabnie prowadzi czytelnika przez całą intrygę. "Zakręca" nami jak to ma ona w zwyczaju. Możemy sobie typować kto zabił, a i tak się tego nie domyślimy. A gdy już niemal przy końcu będziemy pewni, że mamy rozwiązanie na tacy, autorka znów wywiezie nas w pole serwując zwrot akcji.
Książka wciąga. Z każdym kolejnym rozdziałem mamy coraz więcej niewiadomych, toteż chcemy poznać każdy następny rozdział.

Ponieważ przeczytałam już sporo kryminałów Agathy Christie, zauważyłam jeden dodatkowy plus: a jest nim tłumaczenie, dzięki któremu ten kryminał czyta się stosunkowo lekko i przyjemnie.
No i Poirot... mimo, iż fragmenty z nim w roli głównej można policzyć na palcach jednej ręki, to są one napisane w fajny, zabawny sposób. To (oraz jego cudowny dar dedukcji) sprawia, że Poirot będąc tylko osobą postronną, przyglądającą się rozwojowi wypadków, "kradnie" główną rolę Inspektorowi Hardcastle'owi i Panu Colinowi Lamb.

Książka ta ma fragmenty mniej interesujące, ale jest ich tak mało i są tak krótkie, że nie ma to większego wpływu na odbiór całości. Przeczytałam ją szybko. Trzyma w napięciu do końca. Uważam, że jest to jeden z bardziej nietypowych kryminałów autorki (zaraz po "A.B.C").

Polecam, a najlepszą rekomendacją niech będzie fakt, że nie mogłam się powstrzymać przed odłożeniem kilku ostatnich rozdziałów na następny dzień i musiałam je dokończyć za jednym zamachem.