Ostatni z żywych: Opowieść strażaka, który przeżył pod gruzami World Trade Center

Ostatni z żywych: Opowieść strażaka, który przeżył pod gruzami World Trade Center - Richard Picciotto

Wydarzenia z 11 września 2001 roku wstrząsnęły całym światem. Dzięki mediom wszyscy mogliśmy śledzić to, co dzieje się w Nowym Jorku i to, co widzieliśmy nie tylko wstrząsnęło, ale też zmusiło do zadania sobie pytań: co muszą przeżywać ci uwięzieni pod gruzami ludzie? Co przeżywają ich rodziny, nie wspominając o rodzinach ofiar?
W książce "Ostatni z żywych", gdzie mamy do czynienia z relacją człowieka - strażaka - który przeżył dramatyczne chwile pod gruzami jednej z zawalonych wież, miałam nadzieję poznać odpowiedzi na te oraz wiele innych pytań. Czy poznałam? Niestety nie do końca.

W opisie czytamy, że książka ta "porusza swoim dramatyzmem i autentyzmem". Owszem dramatyzmu nie można tej książce ująć, gdyż wydarzenia jakie autor opisuje są niewątpliwie dramatycznie. Z autentycznością jest już gorzej. Owszem, jest to relacja z tego, co autor przeżył, relacja autentycznych zdarzeń, które miały miejsce naprawdę. Tylko, że Pan Picciotto podaje czytelnikowi masę suchych faktów na temat budowy wież, ze szczegółami opisuje budowę korytarzy, wind i klatek schodowych, dzięki czemu czytelnik czuje się jakby był na wykładzie. Zamiast więc skupić się na tym co istotne, na odczuciach zarówno autora, jak i na opisach odczuć innych strażaków i ludzi uwięzionych w wieży czytamy o układzie korytarzy na poszczególnych piętrach. Te suche informacje przeplatane są z tym co czuł Picciotto. Tylko, że czytelnik jest już tak wybity z rytmu i zmęczony szczegółami budowy budynku, że nie zwraca uwagi, iż oto zaczął w końcu czytać o tym, co się spodziewał przeczytać.

Kiedy sięgałam po tą książkę miałam nadzieję poznać emocje i uczucia, jakie ten człowiek przeżywał będąc pod gruzami jednej z wież WTC. Tymczasem pierwsza połowa książki skupia się na wprowadzeniu czytelnika we wspomniane szczegóły budowy budynku, dodatkowo opisane językiem technicznym. Oprócz tego możemy poznać zasady panujące w nowojorskiej straży. Wielokrotnie autor stosuje powtórzenia. Czasem sam przyznaje, że powtarza by było coś zrozumiałe dla czytelnika. Dla mnie nie było.

Tak wygląda pierwsza połowa książki. Dopiero od rozdziału zatytułowanego "Zawał" możemy przeczytać o tym, co czuł bohater książki, o czym myślał, gdy był przysypany gruzem. Choć i tu nadal występują liczne powtórzenia w tekście wcześniej napisanych myśli, to i tak drugą połowę książki czyta się lepiej. W zamian za szczegółowe opisy budynku od strony technicznej, tutaj spotykamy się z odbieganiem od tematu. I tak na przykład możemy poznać historię poznania jego żony Debbie. Takich wycieczek myślowych jest więcej, autor przypomina sobie też o innych rzeczach, i nie byłoby to takie złe, gdyby nie fakt, iż Picciotto pisze o tym nagle ni z tego ni z owego, po czym kończy opowieść by wrócić do urwanego tematu. Dlatego odbieram tą książkę jako bardzo chaotycznie napisaną relację.

Szczerze, gdy czytałam drugą połowę książki sądziłam, że do końca będzie już tylko lepiej. Chciałam więc przyznać cztery gwiazdki bądź nawet uznać ją za przeciętną. Niestety nie mogę ocenić jej tak wysoko ze względu na końcowe wrażenie niedosytu oraz sposób w jaki ta książka została napisana. Rozumiem, że autor nie jest zawodowym pisarzem, ani mistrzem pióra. Jednak pisał tą książkę we współpracy z dziennikarzem, który już jakieś podstawy redagowania powinien znać. Natomiast tutaj wybierając książkę o przeżyciach strażaka, mamy nadzieję na otrzymanie opisu emocji, przeżyć i uczuć tak tego strażaka, jak i jego rodziny. Tutaj emocji i uczuć głównego bohatera jest jak na lekarstwo, a opisu przeżyć rodziny Pana Picciotto, (która w tym czasie miała do czynienia z chwilami niezwykle dramatycznymi) nie ma praktycznie żadnych.

Książki nie poleciłabym jeśli nie lubicie bardzo technicznego języka w takich relacjach i irytuje was, gdy autor powtarza co jakiś czas stwierdzenia, o których wspominał wcześniej.