Booka

Miłośniczka dobrych książek, filmów i muzycznych dźwięków (jazz, blues, R&B, soul, rock, progressive rock, rock 'n' roll).

Zainteresowanych zapraszam do obserwowania mojego profilu.

 

Charaktery, nr 11 (250), listopad 2017

Charaktery, nr 11 (250), listopad 2017 - Redakcja miesięcznika Charaktery

Jest to moje pierwsze spotkanie z tym czasopisem i prawdę mówiąc trochę żałuję, że tak późno trafiło ono w moje ręce.

Artykuły z listopadowego numeru, które polecam:

- "Jak rozstać się na dobre" - temat dość przygnębiający, ale zawarte w nim porady mogą być przydatne. Traktuje nie tylko o tym jak się rozstać, ale też jak przeżyć rozstanie (str. 18).

- "Jak kręci porno?" - czyli ciekawa rozmowa z dr hab. Mateuszem Golą na temat pornografii jako silnie uzależniającego nałogu (str. 30).

- "Upiększanie bez końca" - krótki ale ciekawy artykuł autorstwa Rebecki A. Clay na temat operacji plastycznych, tego jakie motywy kryją/mogą się kryć za chęcią zmiany swojego wyglądu poprzez kosztowną operację plastyczną (str. 38).

- "Kochanie, o co ci chodzi?" - dobry tekst autorstwa Jagody Bzowy o trudnościach w komunikowaniu się między partnerami w związku (str. 46).

- "Uwaga, głupota!" - interesujący tekst Dariusza Dolińskiego traktujący o tym, jak zgubna może być bezrefleksyjność ludzkich zachowań (str. 62).

 

W dodatku "Style życia" najbardziej zainteresował mnie artykuł "Idealna pora" (str. 30), mówiący o tym jak w okresie jesienno-zimowym uniknąć depresji poprzez proste czynności mające na celu właśnie poprawę nastroju.

Światło, które utraciliśmy

Swiatlo, ktore utracilismy - Jill Santopolo

Sięgnęłam po "Światło, które utraciliśmy" przez wzgląd na bardzo pozytywne recenzje i głosy zachwytu mówiące, iż jest to historia nad wyraz urzekająca, wciągająca oraz niebywale wzruszająca.

Nie jest łatwo mnie wzruszyć, aczkolwiek są książki, które i tego potrafią dokonać. Ta do nich z pewnością nie należy. Czy historia mnie urzekła, jako - jak czytałam w opiniach - "jedna z najpiękniejszych historii miłosnych" ? Absolutnie! I patrząc po ocenach i opiniach na portalach książkowych, ze swoją niską oceną, jestem w wyraźnej mniejszości.

Zacznę jednak od wymienienia plusów, bo jest ich mniej. Plusem owej książki jest fakt, iż szybko się ją czyta, a to za sprawą krótkich (a niekiedy bardzo krótkich, bo tylko obejmujących dwie strony) rozdziałów. Drugim plusem jest w miarę duża czcionka, co też ułatwia czytanie.
I na tym niestety plusy się kończą. Poważnie: więcej nie widzę.

Przejdę do minusów.
Przede wszystkim najgorsza rzecz, jaką autorka popełniła to styl językowy. Już od pierwszych rozdziałów czytelnik może zauważyć sposób, w jaki jest ona napisana. Kto więc zacznie książkę i w pewnym momencie zorientuje się, że styl wypowiedzi trochę odbiega od zazwyczaj spotykanej normy, temu od razu mówię: tak, autorka ciągnie tak do samego końca. W tym momencie naprawdę dziwię się tym wszystkich zachwytom... Serio, nikogo to nie zmęczyło? Jak długo można czytać taką formę wypowiedzi: "Zapytałam ciebie i ty odpowiedziałeś mi (...)", "Zrobiłeś (...), a ja powiedziałam (...)" - i wiele podobnych? I tak przez bite 352 strony i prawie 80 rozdziałów! Darujcie... Ja rozumiem, że główna bohaterka zwraca się we wspomnieniach do swojego najukochańszego, lecz czy naprawdę musi tak być przez całą książkę? I co z tego, że rozdziały są krótkie, skoro autorka tą formą tylko morduje czytelnika? Przez to książka około połowy zaczęła mnie nie tylko męczyć, ale też nużyć, do tego stopnia, że poważnie zaczęłam się zastanawiać nad rzuceniem tego gniotu w diabły, choć nie leży to w mojej "czytelniczej naturze". W rezultacie zamiast skończyć książkę "w jedną noc" (jak reszta urzeczonych), w końcu zmęczyłam ją w niemal trzy miesiące.

Nazywam książkę gniotem nie bez przyczyny. Poza męczącą pisarską formą, dołożyć tu można fragmenty brzmiące iście grafomańsko, co w połączeniu ze wspomnianą formą wypowiedzi daje wręcz piorunujący efekt... Jakby tego było mało, po połowie książki zaczął mnie denerwować fakt, iż spora część rozdziałów często rozpoczyna się od jakiegoś bardzo mądrego, życiowego przesłania naszej bohaterki. Dlaczego mnie to denerwuje? Bo sama bohaterka w pewnym momencie jawiła mi się jako osoba wyjątkowo głupia i wyjątkowo "ślepa". I choć chwilami miałam poczucie, że może jednak niesprawiedliwie ją oceniam, to jednak to, co uczyniła pod koniec książki tylko utwierdziło mnie w swoim przekonaniu. Właśnie dlatego tym bardziej nie zgodzę się ze stwierdzeniem jakoby ta historia miała być urzekająca. Nie, zachowanie tej - nazwijmy to - zaślepionej, niemożebnie niemądrej kobiety nie ma w sobie ani niczego urzekającego, ani tym bardziej wzruszającego. Jeśli więc kiedykolwiek przeczytam, że ta historia jest dla kogoś najpiękniejszą, najbardziej wzruszającą, urzekającą... i tak dalej (w tym miejscu dodajcie resztę "naj"), będzie to dla mnie zakrawało wręcz na śmieszność, o ile wypowiadająca się osoba będzie miała powyżej kilkanaście lat. Nie kupuję tej historii! A jedyne, co czuję to tylko współczucie dla Darrena i dzieci.

Książkę oceniam jako bardzo słabą i zapisze mi się ona w pamięci jako: jedna z najbardziej denerwujących, dennych, miałkich, ocierających się o grafomaństwo historii, którą mi się źle czytało, pomimo krótkich (często "samo się czytających") rozdziałów; której lektura zamiast przyjemnością,  stała się katorgą.
I nie, nie polecam jej. To jedna z najgorszych książek, jakie w życiu przeczytałam, której nie daję najniższej oceny tylko przez wzgląd na dosłownie parę niezłych cytatów, jakie udało mi się wyłuskać.

Na lepszy początek. Jak dobrze kończyć, żeby lepiej zaczynać

Na lepszy początek. Jak dobrze kończyć, żeby lepiej zaczynać - praca zbiorowa

"Na lepszy początek. Jak dobrze kończyć, żeby lepiej zaczynać" to między innymi książka o tym, że nie tyle warto, co wręcz należy zakończyć toksyczne związki międzyludzkie (na przykład z partnerem, bądź zaborczym rodzicem); że w pewnym wieku należy dążyć do usamodzielnienia się, co może dokonać u człowieka pozytywnych zmian. Autorzy pokazują tu między innymi jak umiejętnie tego dokonać tak, by obie strony bardzo na tym nie ucierpiały. To także poradnik, w której autorzy piszą o tym jak przeżyć żałobę po rozstaniu (co dotyczy zarówno strony, która ów związek kończy, jak i tej drugiej - porzucanej).

Czytelnik spotkać się tutaj może również z hasłami: prokrastynacja i asertywność. Dwa osobne rozdziały są poświęcone właśnie tym zagadnieniom. Ten pierwszy mówi o przyczynach i skutkach prokrastynacji (potocznie nazywanej "odjutronizmem"); o tym czy aby na pewno odkładanie czegoś na następny dzień jest w naszym życiu dobrym działaniem? Natomiast w temacie dotyczącym asertywności autorzy starają się przekonać czytelnika, że czasem dla własnego dobra nie należy się bronić przed powiedzeniem komuś "nie".

To także książka, w której mowa o tym, że aby być szczęśliwym i stworzyć udany związek, najpierw należy zaakceptować ("pokochać") samego siebie).

 

Poradnik ten czyta się dobrze i szybko. Do rozdziałów, które mnie najbardziej zainteresowały zaliczam:

- "Koniec związku. Jak zacząć żyć na nowo?" autorstwa Jagody Bzowy.

- "Przekleństwo bycia miłym" (Jacqui Marsob, Agnieszka Chrzanowska, Dorota Krzemionka i Paulina Pająk).

- "Czas na dorosłość" autorstwa Anny Polacyn-Radomskiej.

 

Książkę polecam tak w całości, jak i we fragmentach.

Czytelnicze podsumowanie roku 2017

Ania - Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki Był sobie chłopczyk - Ewa Winnicka Juz mnie nie oszukasz - Harlan Coben Pokój - Emma Donoghue Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej - Barbara Demick, Agnieszka Nowakowska Znalezione nie kradzione - Stephen King

Moje książkowe "The best":

 

Najbardziej intrygująca książkowa postać:

 

Jack („Pokój”)

 

 Najlepsza okładka:

 

„Już mnie nie oszukasz” (Harlan Coben), Wydawnictwo: Albatros 2017r.

 

Najlepszy cytat:

 

Patrz, mnie nie będzie, a życie będzie toczyć się dalej. Pewnie ludzie będą mówili: Przynajmniej już się nie męczy. A wiesz, ja bym chciała się jeszcze pomęczyć, byle tylko żyć...(Anna Przybylska)”.

„Ania” (Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki)

 

Największe zaskoczenie:

 

„Był sobie chłopczyk” (Ewa Winnicka)

 

Najlepszy autor:

 

Barbara Demick

 

Najlepsza książka:

 

„Ania” (Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki)

 

 

Największe gnioty:

 

 

Najbardziej irytująca książkowa postać:

 

Holly Gibney z „Znalezione niekradzione” (Stephen King)

 

Najgorsza okładka:

 

„Znalezione niekradzione” (Stephen King), Wydawnictwo: Albatros, 2015r.

 

 

Najgorszy cytat:

 

„Wszystko gówno znaczy.”

Stephen King – „Znalezione niekradzione”

 

Największe rozczarowanie:

 

„Pokój” (Emma Donoghue)

 

Najgorszy autor:

 

Emma Donoughe

 

Najgorsza książka:

 

„Pokój” (Emma Donoghue)

 

 

__________________________________________________________________

 

 

W liczbach:

 

Wszystkich przeczytanych książek 15, w tym:

 

Biografie/Autobiografie/Dzienniki/Pamiętniki - 1
Film + książka - 9
Literatura faktu/Reportaże/Eseje - 2
Literatura piękna/współczesna – 1

Thrillery/Kryminały/Sensacja - 2

 

 

W nagrodach:

 

Nominowani (7)

 

1) Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego za reportaż literacki (2011)

Światu nie mamy czego zazdrościć(Barbara Demick)

 

2) ALA Notable Books

Światu nie mamy czego zazdrościć(Barbara Demick)

 

3) National Book Critics Circle Award

Światu nie mamy czego zazdrościć(Barbara Demick)

 

4) National Booka Award

Światu nie mamy czego zazdrościć(Barbara Demick)

 

5) Książka Roku Lubimyczytać.pl (2015)

"Znalezione nie kradzione" (Sephen King)

 

6) New York Times Best Books (2010)

„Pokój” (Emma Donoghue)

 

7) Man Booker Prize (2010)

„Pokój” (Emma Donoghue)

 

Nagrodzeni (0)

 

Światu nie mamy czego zazdrościć

Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej - Barbara Demick, Agnieszka Nowakowska

W Korei Północnej dzieci od najmłodszych lat uczą się pieśni pochwalnej, w której - między innymi - padają słowa: "Światu nie mamy czego zazdrościć". Myślę, że zarówno każdy komu udało się uciec z Korei Północnej,  jak i każdy z nas z łatwością widzi jak wiele w owym haśle jest propagandy.

Dobrze, że właśnie tak brzmi tytuł reportażu Barbary Demick, bo dzięki temu podczas lektury cała opowieść tym mocniej uderza w czytelnika.

 

O czym jest ów reportaż? Głód, przeraźliwa nędza, czyhająca na każdym kroku wszechobecna śmierć, a wszystko to, w zderzeniu z propagandowymi hasłami, pieśniami patriotycznymi, indoktrynacją, inwigiliacją przy jednoczesnym uwielbieniu dla Kim Ir Sena (a później jego następcy - syna Kim Dzongila). Tak najkrócej można ująć o czym opowiada autorka. Wszystko to w opowieściach ludzi, którym udało się przeżyć, bo uciekli z tego piekła. Mi Ran, Jun-Sang, Kim Hyuck, Oak-hee, Pani Song... - snują oni swoje historie, a my za sprawą Demick możemy przeczytać i na własne oczy zobaczyć jak wygląda życie niemalże wyjęte z "Roku 1984" Orwella. Ktoś po przeczytaniu mógłby rzec: "śmiech na sali, co tam się dzieje i to w XX-XXI wieku!" Tylko, że tu nie ma się z czego śmiać - tu wręcz jest nad czym zapłakać. I nawet jeśli śmiesznymi (niekiedy ocierającymi się o absurd) wydają się być niektóre - dla nas "ludzi Zachodu" - opowieści, tak świadomość, że to się dzieje naprawdę wywołuje szok, niedowierzanie i towarzyszące im uczucie bezradności.

 

Reportaż jest bardzo ciekawy, czyta się go szybko (nawet o wiele za szybko). Momentami wstrząsający, chwilami trzymający w napięciu, gdyż śledząc losy bohaterów czytelnik do samego końca chce wiedzieć jaki miały one finał?

Każdy nowy rozdział zdobi fotografia (jedynie szkoda, że czarno-biała), przedstawiająca różne miejsca i ludzi z Korei Północnej (także niektórych rozmówców Barbary Demick. Warto też zwrócić uwagę na przypisy na końcu książki, gdzie autorka szczegółowo podaje liczną literaturę i artykuły, które były jej pomocne przy pisaniu owej książki.

 

"Światu nie mamy czego zazdrościć" to tytuł,  który oceniam jako bardzo dobry. Reportaż ten jak najbardziej polecam.

Jackie (film + książka)

Jackie - praca zbiorowa

W owym dodatku do filmu "Jackie" czytelnikowi przedstawiono krótkie sylwetki głównych aktorów oraz odgrywanych przez nich autentycznych postaci. Mamy również historię wyboru John'a Fitzgerald'a Kennedy'ego na prezydenta USA oraz historię zamachu, który doprowadził do tragedii. Wszystko to opatrzone kadrami z filmu. Przeczytać można też trochę na temat najważniejszego zamysłu reżysera i scenarzysty (czyli coś a'la: "co autor miał na myśli, gdy zdecydował, że przedstawi to właśnie w taki, a nie inny sposób"). Ładne są kadry z filmu, bo i film pod względem zdjęć, kostiumów również taki jest - ładny właśnie. Same fotosy nie są duże, ale całość prezentuje się nieźle. Czego brakło w książce? Trochę większej analizy psychiki głównej bohaterki podczas zdarzeń mających miejsce po zamkońca.Za to można to zobaczyć w filmie, co Natalie Portman zrobiła znakomicie.

 

Natomiast co do samego filmu: po lekturze książki jestem w stanie rozumieć ten zamysł reżysera, aczkolwiek zastanawiam się czy taki zamysł i właśnie taki scenariusz jest dobry dla filmu? Według mnie niekoniecznie. Rwane ujęcia i liczne przeskoki czasowe wprowadzają chaos, film według mnie kuleje pod względem fabuły, która po kilkudziesięciu minutach robi się mdła i mało strawna. Natomiast widz, którego trzyma jedynie znakomita kreacja Natalie Portman, mając ochotę - w najgorszym wypadku - wyłączyć film, odlicza tylko minuty do jego końca.

 

Ocena książki: przeciętna (5/10)

Ocena filmu: słaby (3/10)

Już mnie nie oszukasz

Juz mnie nie oszukasz - Harlan Coben

Jako, że już dawno nie czytałam niczego Harlana Cobena, od dłuższego czasu miałam właśnie tego autora w swoich planach czytelniczych. I choć miały to być inne tytuły, mój wybór padł jednak na "Już mnie nie oszukasz". Zachęcona nie tylko bardzo pozytywnymi opiniami, ale też intrygującym opisem książki z tylnej okładki, ochoczo zabrałam się do lektury. Tym bardziej, że książka swoją fabułą tak bardzo przypomina mi inną - zresztą bardzo dobrą - książkę Cobena: "Nie mów nikomu".

Jaki jest efekt mojej przygody z "Już mnie nie oszukasz"? Otóż, pierwsze 70-90 stron mnie rozczarowało. Maya Burkett, która jest główną bohaterką tej historii, dość mocno mnie irytowała. Przez całą książkę jawiła mi się jako postać antypatyczna. Najbardziej irytujące były dla mnie: jej przemyślenia (między innymi wiara w sztywne zasady, wymądrzania się, żołnierski żargon, co samo czyniło z niej osobę sztywną, oschłą) i druga rzecz: nagminne wspominanie "demonów przeszłości".
W trakcie lektury miałam chwilami wrażenie, że jestem zbyt często "bombardowana" tymi suchymi wywodami. Rozumiem, że Coben silił się tu na jakieś pouczenia, morały, jednakże te "wycieczki", będące często długimi opisami (także gdy chodziło o przedstawienie życiorysu jakiejś nowej postaci) męczyło i skutecznie wybijało mnie z rytmu.
Według mnie irytujące jest też zachowanie Mayi - chwilami dość niekonsekwentne i śmieszne zarazem (np. jej ekscytacje piosenkami podczas jazdy samochodem - kto czytał, ten wie). Zachowanie co najmniej dziwne, jak na zrozpaczoną wdowę na skraju załamania nerwowego.
Na plus zasługują późniejsze odkrywanie co raz to nowszych tajemnic oraz zaskoczenia i zwroty akcji na ostatnie sto stron przed końcem książki (zwłaszcza w dwóch ostatnich rozdziałach).

Dzięki chwilami nudnym opisom, książka nie pochłaniała mnie bez reszty. Coben przyzwyczaił mnie (miedzy innymi właśnie przy "Nie mów nikomu"), że od jego książek nie da się oderwać, że coś do nich czytelnika "ciągnie". Tu niestety chwilami nie "ciągnęło mnie". Jest to dla mnie dziwne, zważywszy na fakt, że ta historia ma potencjał do tego, żeby wciągać właśnie tak, jak to było w przypadku bardzo podobnej "Nie mów nikomu". I owszem, historia mnie interesowała, bo jasne jest, że taka intryga każdego by zaciekawiła, aczkolwiek na wspomnienie ciągłych ataków "demonów przeszłości" u głównej bohaterki, żołnierskiego tonu niektórych opisów oraz niekiedy opisów niewiele wnoszących (przykład: rozwleczona opowieść Raisy Mory) powracałam do książki ze zniechęceniem. Nie tego się spodziewałam. A już na pewno nie po takim opisie książki, nie po takich opiniach i porównaniach do "Nie mów nikomu".

Niestety: to nie jest drugie "Nie mów nikomu". O ile tamta książka nie każe od siebie odejść, a każdy następny rozdział woła na końcu: "przeczytaj jeszcze jeden", o tyle tu dostałam - owszem - ciekawą historię z potencjałem na porywający thriller z zagadkową intrygą i elementami zaskoczenia, jednakże ubrany w zbyt przynudzające, umoralniające wywody, do tego z denerwującą bohaterką w roli głównej.

Ciężko mi ocenić ten tytuł. Wstrzymałabym się z zachwytami. Rewelacja to to nie jest. Z drugiej strony nie jest to też zła książka, bo da się ją przeczytać. Zwłaszcza jeśli trafi na nią czytelnik, któremu nie straszny moralizatorski ton i nieco wywyższająca się główna bohaterka. Wspaniała, wielka, niezniszczalna, nieustraszona (niemal na miarę Bruce'a Willis'a) pani kapitan Maya Burkett...

Książka otrzymuje ode mnie określenie "dobrej" gdyż, bądź co bądź, pod koniec Coben nieźle "zakręcił". Ode mnie ma jednak mały minus za pewne niedorzeczności, denerwującą Mayę i trochę przesadną ckliwość na koniec rodem z taniego Harlequina.
Uważam, że z tytułem warto się zapoznać, aby wyrobić sobie własną opinię.

Znalezione niekradzione

Znalezione niekradzione - Stephen King

CYKL: "BILL HODGES" (TOM II)

Stephen King w drugim tomie przygód emerytowanego policjanta Bill'a Hodges'a snuje całkiem inną opowieść, która tylko nieznacznie zahaczy o Zabójcę z Mercedesa (mała, ale za to zręcznie wkomponowana zapowiedź tego, co będzie miało [zapewne] miejsce w trzecim tomie). To, co ma tutaj związek z pierwszym tomem, to w większości osoba policjanta i jego asystentki Holly, a także niejaka Barbara i jej brat Jerome.

Co autor serwuje tu czytelnikowi? Mamy morderstwo znanego pisarza, rabunek wartościowych rzeczy, osadzenie za zupełnie inne przewinienie. Po latach mamy odnalezienie cennego łupu przez młodego chłopca, pewien ładny, acz niebezpieczny uczynek i strach przed przeszłością, która w teraźniejszości chce odzyskać to, co zostało stracone. Mniej więcej tak można w skrócie przedstawić to, o czym czytamy na tylnej okładce, i co delikatnie zarysowuje fabułę, a jednocześnie jest nad wyraz... przewidywalne.

Książka "Znalezione niekradzione" jest podzielona na trzy części. W moim odczuciu jej pierwsza część jest bardzo ciekawa, intrygująca. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że najciekawsza i najbardziej zajmująca od dwóch pozostałych. Druga część mnie interesowała, prawie na równi z pierwszą. Byłaby lepsza, gdyby nie niewiele wnoszące do treści fragmenty niezwiązanego z głównym wątkiem śledztwa, jakie prowadzi Hodges. Ale i tak według mnie najgorszym mankamentem tej części (jak i co do całości książki) jest pojawienie się irytującej asystentki Hodges'a - Holly. King osiągnął szczyt mojej irytacji wyjściem Holly i Bill'a do kina... Na szczęście nie rozpisywał się o tym długo, aczkolwiek nie wiem po co to było, skoro nie wniosło to niczego do przebiegu fabuły, a rozmowy policjanta i Holly o Jennifer Aniston jedynie zaburzyły mi odbiór książki i kazały pomyśleć: "no, Panie Autorze, Pan chyba jesteś niepoważny. Pan sobie ze mną w kulki lecisz! Pan się nazywasz Stephen King, czy Emily Giffin?"
Od połowy drugiej części tempo znacznie straciło i ten stan trwał do połowy trzeciej części tej opowieści. Czyli do czasu, gdy King wrócił na właściwe tory i pokazał czytelnikowi prawdziwy thriller w swoim starym, dobrym stylu.

Jako, że jest to drugi tom trylogii, nie uniknie on porównań. I tak: choć "Pana Mercedesa" przeczytałam już dość dawno temu, to odnoszę wrażenie, iż jest on nieco lepszy od "Znalezione niekradzione". Oba tomy czytałam z zaciekawieniem i bywało, że nie mogłam doczekać się tego, co nastąpi w następnym rozdziale. Ale kilka elementów drugiego tomu nieco mnie zdegustowało. Abstrahując od postaci Holly Gibney, było to chociażby kilka naciąganych sytuacji i niedociągnięć w fabule i fakt, że książka jest dość przewidywalna.

Przymknę jednak oko na te minusy i wystawiam jej taką samą ocenę jak "Panu Mercedesowi" - czyli dobrą - gdyż lektura tej książki potrafiła zająć moje myśli na parę wieczorów.

Tytuł polecam, bo choć - tak patrząc z uwagi na lekko podobne wątki - druga "Misery" to to nie jest (a tym samym nie jest to King w swoim najlepszym wydaniu), to jednak warto spędzić te parę chwil z Morrisem Bellamym, Peterem Saubersem i, rzecz jasna emerytowanym policjantem Hodgesem.

Oczywiście nikt nie musi się ze mną zgodzić, bo - jak wiadomo - cytując jednego z bohaterów owej książki: "Opinia jest jak dupa, każdy ma swoją".

Był sobie chłopczyk

Był sobie chłopczyk - Ewa Winnicka

Książka podzielona jest na trzy części. W części pierwszej zatytułowanej "Kryptonim >>Jasiu<<" autorka opisuje zmagania cieszyńskiej policji nad rozwiązaniem sprawy nieznanego chłopczyka, którego zwłoki znaleziono w stawie. Tu oprócz żmudnych policyjnych poszukiwań, mamy też parę fragmentów listów, które napływały do komendy policji w Cieszynie od ludzi, którzy przypuszczają, że wiedzą kim jest odnaleziony chłopiec.
W części drugiej "23 miesiące Szymona" poznajemy rodziców chłopca. To najbardziej wstrząsająca część z całej książki, którą czyta się z niedowierzaniem, a w głowie czytelnika jest tylko jedna myśl: "jak tak można?!"
Część trzecia "Będzin" to zapis wydarzeń mający miejsce po aresztowaniu rodziców małego Szymona i jednocześnie zwieńczenie całości książki. Jest równie interesująca jak reszta reportażu, z wyjątkiem kilku końcowych podrozdziałów.

Już pierwsza część książki daje czytelnikowi sporo do rozważań i refleksji. Uderza fakt zamordowanego dziecka, porzuconego w stawie jak jakiś śmieć. Czytelnik często zadaje sobie pytanie: jakim wyrodnym rodzicem trzeba być, aby dopuścić się tak bestialskiego czynu? Jak bardzo trzeba nie mieć sumienia, jakichkolwiek uczuć i skrupułów? Druga rzecz, która nasuwa się w miarę lektury pierwszej części tego reportażu to listy, które otrzymuje cieszyńska policja... Oto oczom owej policji - i czytelnika zarazem - ukazuje się ogrom patologii jaka panuje w naszym kraju. Nagle sprawa nieznanego "Jasia" porusza ludzi i na wierzch zaczynają wychodzić inne sprawy. Cytując: "- To tak, jakbyśmy podnieśli dywan, pod którym leżą ludzkie brudy." Teraz te wszystkie "brudy", o których do tej pory było cicho mają ujrzeć światło dzienne...
Przy okazji sprawy małego Szymonka, czytelnik ma okazję przypomnieć sobie dwie inne głośne momenty z tamtego okresu, czyli: "słynne" siostry boromeuszki oraz głośną medialnie sprawę małej Madzi. Są one tu krótko wzmiankowane.

Z kart reportażu Ewy Winnickiej wyziera wszechobecna bezsilność zmieszana z szokiem i niedowierzaniem, co najbardziej emanuje w 2 i 3 części książki. Reportaż ten jest wart uwagi, gdyż nie tylko pokazuje jak doszło do tej tragedii, motywy jakimi kierowali się opiekunowie chłopca, niełatwy proces poszukiwań ale także (i niestety) sporą znieczulicę społeczeństwa na zauważoną przemoc lub krzywdę jaka dzieje się dzieciom. To też jest widoczne w przytoczonych tu listach do komisariatu, gdzie wyraźnie widać jak wiele dziwnych, podejrzanych sytuacji ludzie zauważają, ale wolą milczeć bo "to nie ich sprawa". Natomiast decydują się na przełamanie milczenia, często po fakcie, gdy jest już stanowczo za późno...

To pierwszy reportaż tej autorki z jakim się spotykam. Myślę, że w przyszłości sięgnę też po inne książki jej autorstwa.
Książkę "Był sobie chłopczyk" oceniam jako dobrą i polecam, zaznaczając jednak, że niektóre jej fragmenty mogą być niezbyt odpowiednie dla bardzo wrażliwych osób.

 

Recenzja opublikowana również na stronie www.empik.com

http://www.empik.com/byl-sobie-chlopczyk-winnicka-ewa,p1154787384,ksiazka-p

Ania

Ania - Maciej Drzewicki, Grzegorz Kubicki

Biorę do ręki swój egzemplarz przedpremierowo zakupionej biografii mojej ulubionej polskiej aktorki, patrzę na fotografię zdobiącą okładkę i widzę uśmiechniętą dziewczynę. Uroda i niesamowita pozytywna energia, to właśnie to widać w jej uśmiechu, ale przede wszystkim w oczach. I choć nigdy jej nie znałam osobiście, to właśnie taką ją zawsze widziałam: w jej rolach serialowych, w niektórych filmowych kreacjach, ale głównie w licznych wywiadach, bo to przede wszystkim one skłoniły mnie do bliższego zainteresowania się jej filmografią.

Od razu zabieram się za pierwsze rozdziały i książka zaczyna mnie pochłaniać. Momentalnie przenoszę się w czasy PRL-u, kiedy to Ania Przybylska urodziła się i dorastała. Czytam o jej dzieciństwie, młodocianych marzeniach, pierwszych krokach w modelingu, później filmie, pierwszych miłosnych zawodach i sukcesach, pierwszych kontraktach reklamowych, sesjach do popularnych, znanych magazynów. Potem, kolejne role filmowe, kolejne sesje okładkowe, coraz poważniejsze marki ubiegają się, aby to właśnie ona reklamowała ich produkty... Kariera nabiera tempa, ale oprócz sławy jest przecież ukochany mężczyzna, dzieci. Jest rodzina, która u niej zawsze jest na pierwszym miejscu. Nie blichtr otaczającego ją show-biznesowego światka, ale właśnie rodzina i dom - najważniejszy życiowy priorytet.

Jaka jest ta biografia? Interesująca. Czyta się ją z zaciekawieniem, chwilami nawet jak dobrą powieść ze zwrotami akcji, chwilami zabawnie dzięki anegdotom z prywatnego życia aktorki, bądź tymi, powstałymi podczas kręcenia kolejnych filmowych produkcji. Ale jest to też biografia z pewną dozą smutku. Bo - przynajmniej w moim odczuciu - podczas czytania nie da się zapomnieć finału tej historii. I właśnie taka jest ta książka: napisana w ciekawy sposób, lekkim stylem opowiadania, podparta licznymi wypowiedziami (nie tylko samej Anny Przybylskiej, ale też bliskich jej osób, znajomych, przyjaciół, kolegów i koleżanek z planów zdjeciowych), ale też jest to książka podszyta smutkiem. Bo nagle widzimy aktorkę, znaną nam "z ekranu" bądź reklamowych bilboardów, i mamy obraz normalnej, naturalnej "dziewczyny z sąsiedztwa", takiej jak my wszyscy, której nie da się nie lubić, ale też, matkę stawiającą w życiu przede wszytkim na rodzinę. I mamy też aktorkę, kobietę sukcesu walczącą z nachalnymi papparazzimi, którzy nie dawali jej spokoju nawet w najtrudniejszych chwilach w jej życiu. I wreszcie kobietę zmagającą się ze straszną, śmiertelną chorobą. Kobietę która miała jeszcze tyle planów i tak bardzo chciała żyć, by móc je wszystkie zrealizować.

Ten rodzaj dziwnego, wewnętrznego smutku towarzyszy czytelnikowi praktycznie w każdym rozdziale, ale najbardziej uzewnętrznia się w końcowych rozdziałach.
Smutne jest też to, że nigdy nie było dla niej roli, gdzie pokazałaby swoje możliwości. I smutne, że mogła taka rola być, ale Jej nie będzie już dane tego zagrać.
I w końcu, reasumując, gwoli postawienia końcowego zdania, które to zdanie powinno być jednocześnie moją rekomendacją, ale też osobistymi refleksjami: z jednej strony, to naprawdę smutne, że na rynku wydaje się kolejne pozycje w stylu "Jak być fit po ciąży?", "Jak dobrze wyglądać po 40-ce?", "Jak zdrowo żyć?", etc., ale nikt nie napisze za życia porządnej i ciekawej AUTObiografii, bądź biografii którejkolwiek ze znanych nam gwiazd. Z drugiej zaś strony... nie wiem, czy nie wolałabym, by Ania Przybylska wciąż była wśród nas, nawet mając na koncie taki popełniony twór w stylu "Jak zdrowo żreć, aby się nażreć i dalej szczupłym być", aniżeli mieć teraz przed sobą, skądinąd bardzo dobrze napisaną biografię, lecz napisaną po jej śmierci...
Może właśnie stąd moje wahanie, czy aby na pewno powinnam wystawić ocenę bardzo dobrą...?

Uważam, że autorzy napisali biografię dobrą, aspirującą do miana nawet "bardzo dobrej". To nie jest kolejna celebrycka książka, tak, jak nie jest to kolejna książka o celebrytce. Tylko dobrze napisana książka o polskiej Gwieździe filmu. Oprócz lekkiego stylu w jakim jest napisana, a który sprawia, że książkę się pochłania, plusem są tu też liczne barwne fotografie (często mało znane, nigdy nie publikowane), wspomniane wcześniej liczne anegdoty, opisy sytuacji polityczno-kulturalno-społecznych w trakcie kolejno następujących wydarzeń, mądre cytaty samej Ani Przybylskiej. Dodatkowym atutem jest twarda oprawa książki i właśnie ta roześmiana fotografia na okładce, która stanowi idealny obraz zamieszczonego wewnątrz tekstu.

Ode mnie książka otrzymuje zasłużone sześć gwiazdek i określenie dobra. Dla fanów aktorki jezt to tytuł obowiązkowy. Pozostali powinni przeczytać, choćby po to, aby przyjrzeć się rozwojowi jej kariery i poczytać o tych priorytetach w życiu kobiety, która miała wszystko: od sławy po szczęśliwą rodzinę i tak bardzo chciała dla tej rodziny żyć.

Czytając ostatnie bardzo smutne i wzruszające akapity tej biografii, opatrzone mającymi refleksyjny wydźwięk ostatnimi fotografiami, zamykam książkę i raz jeszcze patrzę na tą roześmianą twarz Marylki, Kariny, Jadzi...
...ale przede wszystkim Ani.
Taką szczęśliwą ją zapamiętam.

Recenzja opublikowana również na stronie www.empik.pl
http://www.empik.com/ania-kubicki-grzegorz-drzewicki-maciej,p1145125014,ksiazka-p

Anna Karenina (książka + film)

Anna Karenina - praca zbiorowa

Parę interesujących informacji na temat reżysera i autora książkowego dzieła - Lwa Tołstoja. Ładne, duże, barwne ujęcia z filmu. Szkoda tylko, że wydawcy dodatku do filmu nie pokusili się o odrobinę informacji, będących czymś w rodzaju mini analizy głównych postaci (jak choćby małżeństwa Kareninów, Lewina, Kitty), a tym bardziej o krótkie wzmianki na temat najważniejszych miejsc, będących tłem dla całej historii. Czasem takie opisy zdarzają się przy niektórych tytułach. Tym bardziej szkoda, bo akurat "Anna Karenina" jest takim filmem, gdzie jest w tym względzie spore "pole do popisu". Można więc było się spodziewać rozwinięcia tego typu problematyki.

Ocena książki: przeciętna (5/10)
Ocena filmu: niezły (6/10)

Prometeusz (książka + film)

Prometeusz - autor nieznany

Sporo interesujących informacji na temat aktorów występujących w filmie i reżysera Ridley'a Scott'a oraz parę ciekawych informacji o samym pomyśle na scenariusz "Prometeusza". Niewiele tego, ale całkiem nieźle się czyta przed seansem filmu. Do tego plusem są ładne, barwne fotografie z filmu. Informacje są, kadry są, ładnie to wszystko wygląda, ale... No właśnie: tylko "wygląda". Dołączoną do DVD książkę można szybko "przerzucić" i zapomnieć (no może poza tymi zdjęciami z filmu...)

 

Ocena książki: przeciętna (5/10)

Ocena filmu: niezły (6/10)

Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie (książka + film)

Milion sposobów jak zginąć na Zachodzie (książka + film) - autor nieznany

Trochę o historii westernu w amerykańskiej kinematografii, parę wzmianek o odtwórcach najważniejszych ról w filmie "Milion sposobów, jak zginąć na Zachodzie" - najwięcej na temat Seth'a MacFarlane'a, filmowego Alberta, ale też jednocześnie scenarzysty i reżysera tego filmu. Barwne kadry z filmu jak w każdej tego typu książeczce. Szybko się czyta tę garść informacji. Niewiele o samym filmie. Poza postacią Alberta nie dowiemy się też za wiele na temat innych osób. Ot, tylko na tyle, na ile można sobie pozwolić, aby nie zdradzać za wiele z fabuły. Sam film zresztą również nie jest specjalnie ambitny, przypuszczalnie więc stąd tak niewiele informacji.

 

Ocena książki: przeciętna (5/10)
Ocena filmu: średni (5/10)

Pokój

Pokój - Emma Donoghue

O czym jest "Pokój"? To książka, w której mamy dwójkę najważniejszych bohaterów - małego Jacka i jego matkę. Oboje żyją zamknięci w szopie, a jedynym "łącznikiem ze światem zewnętrznym" jest człowiek, który w owej szopie przed laty zamknął matkę Jack'a. To dzięki niemu mają oni potrzebne do przeżycia rzeczy: żywność, środki toaletowe, lekarstwa etc.

 

Z tą ksiazką jest tak: jeśli ktoś widział jej ekranizację, to książka nie będzie dla niego zaskoczeniem. Natomiast jeśli ktoś przed lekturą spojrzy na tylną okładkę i przeczyta opis,to w zasadzie również domyśli się treści "Pokoju", ponieważ jest to książka mocno przewidywalna i to jest poniekąd jej mankament. Jeśli jednak postarać się nie patrzeć na elementy zaskoczenia (nie ma tu ich wiele), a spróbować przyjrzeć się aspektom stricte psychologicznym, to "Pokój" zacznie "rosnąć" w oczach czytelnika.

 

Styl w jaki książka została napisana może być zarówno plusem, jak i jej minusem. Minusem z powodu infatylności opisów, dialogów. Infantylizm ten biwrze się z braku świadomości i zrozumienia przez Jack'a pewnych rzeczy rządzących światem. Po dłuższej lekturze może to zmęczyć, znużyć, a niektórych zirytować. Natomiast z drugiej strony jest to plusem, gdyż czytając słowa Jack'a (na przykład dzięcięce określenia jakimi się posługuje aby opisać otoczenie), czytelnik może zobaczyć myślenie tego małego człowieka. Styl autorki w bardzo dobry sposób posłużył więc tu do tego, aby pokazać czytelnikowi to, co  jest w tej książce rzeczą najistotniejszą: czyli uświadomienie dramatu dwóch uwięzionych ludzi na małej przestrzeni, a przede wszystkim złamanego dzieciństwa Jack'a. To straszne, a jednocześnie fascynujące, w jaki sposób Jack postrzega siebie, otoczenie w którym się znajduje, swoją matkę a przede wsystkim życie dookoła. Jego postrzeganie rzeczywistości jest tak samo ograniczone jak ograniczony jest Pokój.

 

Gdy pewnego dnia Jack dowiaduje się od matki, że poza Pokojem jest coś więcej, są zielone drzewa, powietrze, wiatr, który porusza liśćmi, są samochody i żyją inni ludzie, nagle Jack jest zaskoczony. Nie może uwierzyć w istnienie tego wszytkiego, choć bardzo chce zrozumieć jak funkcjonuje to "Nazewnątrz", o którym tyle opowiada mu mama. Do tej pory to przecież ta mała przestrzeń była jege głównym wyobrażeniem rzeczywistosci, a świat poza Pokojem nie istniał. Inni ludzie? Przecież byli nieprawdziwi tylko na ekranie telewizora. Jak to możliwe, że oni "są naprawdę"? Z czasem można zauważyć, że te wszystkie oczywistości, które opowiada mu mama o Nazewnątrz, dla naszego małego bohatera są tym samym, czym dla nas jest Wszechświat: czyli czymś wielkim i nieodgadnionym. Wręcz niepojętą zagadką.

Jeden z wielu cytatów, który dobrze obrazuje myślenie Jack'a:

 

"- A można wyjrzeć przez te okna ścienne? 

- Ależ tak, one są dla każdego. 

- A my jesteśmy każdy? 

- My i ktokolwiek inny. 

Ktokolwieka innego tu nie ma, więc zostajemy tylko my."

 

Treść książki zyskuje na jakości gdy czytelnik uświadomi sobie jak wielką nowością dla chłopca staje się idea istnienia Nazewnątrz. To samo dzieje się, gdy następują późniejsze wydarzenia. Życie w "Nazewnątrz", które dla matki Jack'a jest upragnionym powrotem z "więzienia" do domu, dla chłopca jest przytłaczającą go nowością. Mamy więc strach przed wszystkim co niepoznane. Wszystko jest nowe, począwszy od schodów, które nagle stają się wielką przeszkodą. Z drugiej strony należy się zastanowić, czy też matka nie odczuwa rzeczywistego świata jako czegoś nowego? Innego? Wszak przez te wszystkie lata niewoli, lata życia w jednym pomieszczeniu, a świat zewnętrzny przez ten czas bardzo się zmienił...

 

W książce czytelnik ma do czynienia między innymi z: pokazaniem walki o przetrwanie w nie sprzyjających warunkach, pokazaniem miłości i ogromnego przywiązania dwojga ludzi na linii matka-dziecko i dziecko-matka. Obserwujemy też determinację i wolę wydostania się z rąk oprawcy, zmagania się z przystosowaniem do życia na wolności, trudności związane z akceptacją przez rodziców nowej sytuacji, w jakiej znalazła się ich córka, konieczność pożegnania się z przeszłością celem otworzenia się na to, co przyniesie ze sobą przyszłość.

 

W moim odczuciu "Pokój" jest książką dobrą. Główna postać - Jack - opowiada czytelnikowi wydarzenia, pokazując świat takim jak on go rozumie. I choć chwilami sposób wypowiedzi głównego bohatera może nieco męczyć, to w ostatecznym rozrachunku, Jack swoją dziecięcą naiwnoscią urzeka czytelnika. Dlatego podczas czytania miałam mieszane odczucia. Waham się też oceniając ją. Książki z pewnością nie nazwałabym rewelacyjną, ani tym bardziej wybitną. Pozostanę przy ocenie dobrej. "Pokój" polecam, bo jest to tytuł wart uwagi.

Bridget Jones 3 (książka + film)

Bridget Jones 3 (książka + film) - autor nieznany

Twórcy książki, będącej dodatkiem do trzeciej części przygód panny Jones, ewidentnie postawili za punkt honoru: przypomnieć sylwetkę Jane Austen (co jeszcze można w miarę logicznie uzasadnić) oraz... krótko nakreślić historę miłosnych perypetii Bridget z pierwszej części. I może nie byłoby w tym jeszcze nic złego, gdyby nie fakt, że - jak się okazuje - w materiałach dodatkowych na płycie mamy część z tych informacji powtórzone. I tak np. wypowiedzi Renee Zellwegger i Colina Firth'a o tym jak widzą powrót Bridget po 15tu latach najlepiej mi się czytało, natomiast w tzw. "extras" mamy powtórzenie tego samego z rozwinięciem. Niezależnie od kolejności: czy o tym przeczytamy, czy zobaczymy i wysłuchamy na ekranie wypowiedzi aktorów, nie zmienia to faktu, że dostajemy to samo dwa razy. Reasumując: wygląda na to, że twórcy książeczki nie bardzo wiedzieli czym ją właściwie wypełnić: dodali garść informacji o autorce książki, garść starych, dobrze znanych informacji z pierwszej części przygód Bridget Jones i opakowali wszystko fajnymi kadrami z najnowszej części trylogii. Efekt jest mocno przeciętny. Co więc pozostaje plusem książki? Chyba tylko rzeczone kadry z filmu.

 

Ocena książki: przeciętna (5/10)

Ocena filmu: dobry (7/10)

Dziewczyna z portretu (książka + film)

Dziewczyna z portretu (książka + film) - autor nieznany

Ładne, barwne fotosy z filmu, informacje o nagrodach, które zdobyła "Dziewczyna z portretu" to plusy tej książeczki. Atutem jest garść informacji biograficznych dotyczących prawdziwych Einara i Gerdy (których w filmie nie wyjaśniono) oraz problematyka głównego wątku - przemiana płci Einara, miłość Gerdy do męża, jej obawy, pogodzenie z losem i poświęcenie.

Całość robi dobre wrażenie.

 

Ocena książki: dobra (6/10)

Ocena filmu: bardzo dobry (8/10)

Teraz czytam

Wstyd. Jak lepiej go rozumieć i nie pozwolić, żeby zatruwał nam życie
Anna Dodziuk
Przeczytane:: 85/232 stron
Jadro dziwnosci
Peter Pomerantsev
Przeczytane:: 52/296 stron
Syrop z piołunu. Wygnani w akcji "Wisła"
Smoleński Paweł
Przeczytane:: 113/224 stron
Dzienniki 1950-1962 (Journals of Sylvia Plath)
Sylvia Plath
Przeczytane:: 116/670 stron
Samotnik
Eugène Ionesco
Przeczytane:: 74/148 stron
Przekrój nr 1 (3556) / grudzień 2016 - luty 2017
Redakcja tygodnika Przekrój
Przeczytane:: 23/148 stron
Jim Henson. Tata Muppetów
Brian Jay Jones, Magdalena Bugajska
Przeczytane:: 11/528 stron
Diabeł ubiera się u Prady
Lauren Weisberger, Hanna Szajkowska
Przeczytane:: 102/448 stron
Światło między oceanami
M.L. Stedman
Przeczytane:: 48 %
Drogi Przywódca
Jang Jin-Sung
Przeczytane:: 46/289 stron